Relacjeprzemek

Nneka w Palladium

Relacjeprzemek

Nneka w Palladium
10.11.2011/Warszawa

Strzał prosto w serce.

Już od jakiegoś czasu czekałem na koncert w Warszawie, który na tyle zainteresuje wymagającą publiczność, aby zapełnić klub. Mniejszy czy większy, to już zależne od popularności artysty, który zagościłby w stolicy. Ostatnio z frekwencją bywało słabo. Na szczęście, doczekałem się i na występie Nneki Palladium zostało wypełnione po brzegi. Wszyscy, którzy mogli być częścią tego koncertu mieli niesamowite szczęście!

Koncert rozpoczął się punktualnie o dwudziestej supportem, którym to był zespół Publish The Quest z Seatlle. Niesamowicie pozytywne zaskoczenie. Wiadomo. Pierwszy zespół ma rozgrzać publikę, ale żeby aż tak? Duża dawka pozytywnej energi muzyki, która od razu nasunęła mi na myśl australijski The Cat Empire. Zresztą to nie jedyne podobieństwo, gdyż w zespole Publish The Quest również występuje rzesza kolorowych muzyków. Dwie gitary, rozbudowana sekcja dęta (saksofon, trąbka, w paru kawałkach dodatkowo saksofon barytonowy), perkusja i bas. Muzyka? Połączenie reggae, punku, soulu i muzyki etnicznej okraszonej pacyfistycznymi tekstami. Bardzo dobry występ i świetny wstęp do głównego występu.

Set koncertowy oparty został głównie na utworach z nowej, świetnej płyty “Soul Is Heavy”. Na scenie Nnekę wspomagało czterech muzyków, którym mimo umiejętności ani na chwilę nie dane było wyjść z cienia charyzmatycznej artystki. Myślę, że ktokolwiek by podczas tego występu nie zagrał, byłby w takiej samej sytuacji. Po pierwszej piosence Nneka ucięła sobie dłuższy monolog o problemach świata, muzyce i jej stosunku do niej, który został okraszony wzniosłymi klawiszami ku rozbawieniu publiczności. Jak sama powiedziała, każdy występ jest dla niej jak terapia u psychologa, podczas której ma okazję wygadać się o wszystkim, co jej na duszy leży. To wszystko o czym mówiła, czuć i słychać w jej muzyce. Słowa, które wyśpiewuje ewidentnie mają swój początek w sercu. Jej wielkie zaangażowanie we wszystko o czym śpiewa widać w każdym, nawet najmniejszym jej ruchu. Mimo tego poważnego wstępu Nneka pokazała, że umie się również bawić i razem z publicznością odśpiewała “V.I.P.”, który został poprzedzony “mozolną” nauką słów “vagabound in power o-o” przez publikę i paroma żartami sytuacyjnymi. Świetnie wypadły utwory “My Home”, “Soul Is Heavy” i poprzedzony długim klawiszowym wstępem “Heartbeat”, które zabrzmiały potężnie przesterowaną gitarą. Z wielką aprobatą spotkał się również zwokalizowany wspólnie z publiką motyw z “Seven Nation Army” The White Stripes, który gładko przeszedł w “Sweet Dreams” Eurythmics. Bis przy takich owacjach, jakie wstrząsnęły Palladium, jest obowiązkiem i przyjemnością.

Jeśli Nneka może traktować swoje występy jak terapię, to ja tym bardziej mogę ją tak traktować. Uśmiech po tym koncercie nie zniknie mi przez dłuższy czas z twarzy. Taki głos to skarb. Chyba się zakochałem.

Tomek Milewski