Nosowska – “8″

Nosowska – “8″
Supersam Music/ 2011

Czy można mieć drugą muzyczną twarz na co dzień funkcjonując w zespole? Pozostać bez wpływów i uniknąć powtórzeń muzycznych motywów i rozwiązań na własnym poletku?

Hey to Hey, a Nosowska to Nosowska – starałam się jasno oddzielić to sobie w głowie. Dźwięki solowej płyty Katarzyny wydały mi się jednak naturalną konsekwencją tego, co zespół prezentował na “Miłość! Uwaga! Ratunku! Pomocy!”. Może to za sprawą producenckiej ręki Marcina Borsa, obecnej na obu albumach, może elektroniki, która na “8″ jest równie wyraźnie słyszalna.

Na pierwszy plan całej płyty zdecydowanie wysuwa się głos. Szorstki, emocjonalny, traktowany jak instrument wiodący. Rzadko Nosowska pozwala, żeby instrumentalne tło przedarło się na pierwszy plan. Buntownicze “Daj spać!” jest tego dobrym przykładem: szorstko wykrzyczane frazy na wierzchu i zdecydowane, grające z nerwem klawisze tuż pod taflą.

Po raz kolejny słuchając mam wrażenie, że autorka funduje nam rentgen własnego mózgu. “Polska” jako rezultat śnienia, “Kto?” – wyraz wątpliwości w kwestii podmiotowości świata, najzwyklejszy zachwyt w “O lesie”. Nosowska, bądź co bądź, często postrzegana jako autorka melancholijnych kompozycji, na “Ósemce” nie odżegnuje się od tego stereotypu, ale różnorodnością prezentowanych komunikatów rzuca na tę melancholię trochę światła. Jak tylko przebrniecie przez “Rozszczep” – najsmutniejszy, najtrudniejszy chyba fragment płyty, to światło przedziera się coraz bardziej. Kulminacja następuje na końcu, we wspomnianym wcześniej “O lesie”.

Na płycie pod pozorem prostej formy kryje się okazałe instrumentarium. Dużo smyczków, trąbek, elektroniki i hałasów w tle, których nie sposób określić. Jeżeli to ma być tło dla głosu, to jest ono bogato zaaranżowane. Kto się wsłucha, ten znajdzie  sporo misternie poutykanych tu i ówdzie dźwięków. Dużo, rozsądnie dawkowanych, nieburzących równowagi między formą a treścią.

A co do treści – wielu wymienia Kasię jako jedną z najlepszych tekściarek w Polsce i znowu nie ma powodu, by się z tym nie zgodzić. Kolejne metafory, starannie zakamuflowane w słowach znaczenia z czasem przechodzą w jakiś metajęzyk. Niecierpliwie czekam na moment, kiedy teksty ukażą się w wersji drukowanej i będą mogły stanąć na moje półce (póki co oficjalnych doniesień na ten temat nie ma).

Po Nosowskiej – to jasne – nigdy nie należy spodziewać się skocznych piosenek i błahych utworów. Swoim muzycznym dorobkiem przyzwyczaiła słuchaczy do pewnego rodzaju perfekcji, skończoności i maksymalnego dopracowania materii, którą prezentuje. Można by rzec – solidna marka. Tak jest i tym razem.

Katarzyna Wojtasik