Olivia Anna Livki – wywiad

Olivia Anna Livki – wywiad

“Musimy walczyć o więcej programów muzycznych w polskiej telewizji!”

Dziś zadaliśmy kilka pytań Olivii Annie Livki. We wrześniu ukazała się re-edycja jej debiutanckiego krążka “The Name of The Girl Is” (recenzja).

Uwolnij Muzykę!: Kiedy po raz pierwszy uświadomiłaś sobie, że chcesz/musisz tworzyć muzykę?

Olivia Anna Livki: Chyba wtedy, kiedy zaczęłam grać na basie mając 16 lat . W wieku 13 lat zaczęłam fascynować się płytami, słuchać winyli i albumów koncepcyjnych z lat 60. i 70.  i świadomie uczyć się o muzyce. Ale byłam wtedy jeszcze przekonana, że moim zawodem będzie film – moja pierwsza pasja, którą aktywnie zajmowałam się już jako 10-latka.

Z kim chciałabyś wystąpić na jednej scenie?

Z wieloma artystami, ale chyba najbardziej uszczęśliwiłoby mnie granie na jednej scenie razem z Davidem Byrne’m lub Peterem Gabrielem, do których też najbardziej pasuję.

W jaki sposób tworzysz? Masz jakiś system czy wszystko dzieje się raczej spontanicznie?

Dotąd w sposób naturalny wyrobił mi się pewien system: napada mnie zwykle w najbardziej nietypowej sytuacji (albo bardzo emocjonalnej i ekstremalnej, albo w takich miejscach jak np. na pchlim targu (śmiech)) jakiś początek piosenki. Następnie siadam do basu i szukam melodii i harmonii z głowy (którą zwykle już słyszę w głowie skończoną) na basie, uczę się ją grać i nagrywam wersje piosenki – głos-bas. W takim surowym wydaniu piosenka musi się obronić. Jeśli uważam, że kompozycja “funkcjonuje”, siadam w studio do komputera i zaczynam bawić się aranżem, najpierw rytmicznym, potem dopiero harmonijnym. Na tym właśnie szkielecie “voice’n'bass”. Ale ostatnio szukam także innych metod i instrumentów do komponowania, bo bas jest jednak bardzo prosty i narzuca pewne pomysły rozwiązania harmonii i melodii. Aby się rozwijać muszę trochę “bawić się pianinem”.

Ulubiona płyta na Twojej półce.

Mam ich straaaasznie wiele. Nie mogłabym się zdecydować. Zależy od fazy, tego czym się aktualnie interesuję. Chyba aktualnie “Electric Mud” Muddy’ego Watersa, “It Takes  A Nation of Millions” Public Enemy oraz “Doolittle” Pixies.

Jeden utwór, po którego przesłuchaniu Twoje życie nie było już takie same.

“Little Green” Joni Mitchell. Zdecydowanie. Do dzisiaj przy nim płacze.

Polski wykonawca, którego każdy na świecie powinien poznać.

Ahhhh, Boże mój?, skip this one! Przyznaję ze wstydem, że żadnych nie znam (śmiech) – przynajmniej nie ich muzykę. Penderecki się nie liczy – nie?

Najciekawsze miejsce, w którym przyszło Ci grać koncert.

Na gruncie pustego basenu w Stattbad Wedding Berlin.

Co ostatnio inspirującego czytałaś/oglądałaś/słyszałaś? Czym się obecnie jarasz?

Fela Kuti. Wczesnym gospelem Staple Singers i arabsko-angielskimi brzmieniami. HR Gigerem i jego pięknym art direction do Prometeusza. Właśnie dokończyłam Solaris Lema (po polsku!) i bardzo się tym jaram (śmiech). Wiem już, że jego prace będą miały wielki wpływ na mój następny album. Jak widać polskie “national treasures” dopiero teraz a posteriori odkrywam.

Podczas grania koncertów najbardziej nienawidzę, kiedy…

Są problemy techniczne, jest coś nie tak z monitoringiem i akustyką, bo nie mam komfortu przy performance. A przecież staram się publiczności zawsze dać perfekcyjny koncert i performance. Niestety tak jest przy większości koncertów klubowych, które dotąd grałam, szczególnie w Berlinie. To psychiczna katorga i wtedy życzę sobie, aby pracować tylko w studio.

Podczas grania koncertów najbardziej lubię kiedy…

Publiczność, która mnie pierwszy raz widzi po paru piosenkach zaczyna być “cała w moich rękach” i wtedy czuję, że ich mam i prowadzę małym palcem do kolektywnego “orgazmu” (śmiech). I moment kiedy pod koniec show publiczność wariuje ze szczęścia. Wtedy wiem, że wypełniłam swoje zadanie i koncertowy plot zadziałał. Jestem wtedy dumna jak Hitchcock w momencie, gdy wszyscy krzyczą ze strachu, bo Norman wchodzi z nożem pod prysznic (śmiech).

Czy jest jakiś instrument, na którym nie potrafisz grać, a zawsze chciałaś się nauczyć?

Orkiestra (śmiech), no i jak każdy: gitara (w ogóle mi to nie idzie) i oczywiście flet nosowy.

Płyta, na którą czekasz.

Na razie czekam chyba na moja następną (śmiech). Tak tkwię w dążeniu do tego, że nie mam nawet czasu być  na bieżąco z aktualną muzyką, jak kiedyś. A szczerze mówiąc, brakuje mi też motywacji. Po fazie kreatywności i ekstrawagancji w muzyce pop 6/7 lat temu (gdy prześcigali się Timba, Neptunes, Diplo i Switch, James Murphy, Kanye i MIA) popadliśmy w jakąś straszną zekonomizowaną depresję. Większość “trendowych” “artists” aktualnie promowanych w o-g-ó-l-e mnie nie pasjonuje. Są tacy ustawieni, nieradykalni i nudni jak flaki. To samo w Couture po “straceniu” Galliano. Ładnie wyprodukowany pogrzeb kulturowy. Staram się też nie czytać prasy muzycznej, bo mi się kojarzy z tym, że ktoś też ocenia mnie (śmiech).

Miejsce, które poleciłabyś każdemu pasjonatowi muzyki, a którego może jeszcze nie znać (knajpa, wydarzenie, sklep muzyczny, strona internetowa itp.). Dlaczego akurat to?

Zdecydowanie Filharmonia w Berlinie. Genialna akustyka i piękne wnętrze.

Płyta, której ostatnio słuchasz najczęściej.

Muddy Waters (“Electric Mud”).

Czego możemy spodziewać się od Ciebie w najbliższym czasie? Co najważniejszego dla Ciebie jako muzyka dzieje się teraz wokół Twojej osoby?

Mam wrażenie, ze od tygodnia jestem wszędzie. Mam nadzieję, że ludzie nie będą mieli mnie dosyć (śmiech). Cieszę się koncertem, który zagram w Zgierzu (Zgierz!) 27.10, w którym jeszcze nie byłam. Niedługo znowu będę w telewizji (program muzyczny w 4) i w radiu. Najważniejsze są dla mnie zawsze możliwości do grania live i cieszę się z każdej szansy po prostu grania. Ostatnio bardzo dużą przyjemnością był dla mnie Poziom 2.0. Grałam dwa kawałki, miałam szansę pokazać jeden zupełnie nowy. Dużo ostatnio gadam i mało gram, dlatego bardzo się tym napajam. Musimy walczyć o więcej programów muzycznych w polskiej telewizji!