Relacjeprzemek

Ojciec, syn, syn

Relacjeprzemek

Ojciec, syn, syn
30.03.2013/Łódź

Waglewscy w Wytwórni.

Album “Matka, Syn, Bóg” (recenzja) łodzianie wreszcie mogli usłyszeć na żywo. Materiał ze swojej najnowszej płyty, przez wiele muzycznych portali uznanej za jedną z najlepszych w Polsce w ubiegłym roku, zaprezentowali Wojciech Waglewski wraz z Bartkiem i Piotrem Waglewskimi. Muszę przyznać, że kompozycje wykonywane na żywo mają znacznie większą siłę rażenia niż odtwarzane z krążka.

W recenzjach albumu często padały zdania na temat dojrzałości materiału, jego trudnego i osobistego charakteru, refleksyjności, poruszania najbardziej czułych i intymnych strun w słuchaczach. Ale uczucia, jakie towarzyszą odsłuchaniu nagrań bledną przy wysłuchaniu ich na żywo. Już na poziomie muzycznym materiał brzmi bardzo spójnie, muzycy doskonale zgrywają się ze sobą, nawet w momentami przydługich partiach instrumentalnych nie czuć znużenia wspólnym graniem. Do tego słyszalne jest upodobanie do podobnych gatunków muzycznych, co może wydawać się nieprawdopodobne biorąc pod uwagę ukłon w stronę muzyki rockowej Wojciecha Waglewskiego i zdecydowane skłonności hip-hopowe jego synów. A jednak. Na “Matce, Synu, Bogu” przeplata się country, folk, rock i blues. Głośne uderzenia w perkusję, głębokie brzmienie gitar, grzechotki i skrzypce.

Ale na inny poziom muzycznych doznań wznoszą słuchaczy teksty piosenek. Faktycznie refleksyjne, głębokie, dotykające najdelikatniejszych zakamarków uczuć i wspomnień. Na koncercie, gdzie wizja łączy się z fonią, szczególnie silnie działające na słuchaczy i ich wyobraźnię. Kiedy stoi się pod sceną i słucha słów utworu “Ojciec”, śpiewanego najpierw przez Fisza, a następnie przez Waglewskiego Seniora, ma się nieodparte wrażenie, że śpiewają poniekąd o sobie, o swojej relacji, o swojej przyszłości. Do słuchacza dociera, że Waglewski Fisz Emade to coś więcej niż zespół, więcej niż zespół deklarujący, że jest jak rodzina. To jest rodzina, która dzieli się z publicznością bliskością, poprzez muzykę otwiera drzwi do swojego prywatnego świata.

Sandra Kmieciak