Olaf Deriglasoff – “XXX”

Olaf Deriglasoff – “XXX”
Mystic Production/2014

Odświeżony kawał historii.

Olaf Deriglasoff to postać kultowa, choć drugoplanowa na rodzimej scenie muzycznej. Muzyk znany z formacji Dzieci Kapitana Klossa, Kury, Pudelsi czy Yugoton. Z okazji trzydziestolecia działalności artystycznej Deriglasoff stworzył wyjątkowy album. Płyta “XXX” to doskonały przykład w jaki sposób warto podsumowywać dorobek twórczy. U Deriglasoffa płyta ma ręce, nogi, a do tego głowę na karku, dzięki czemu unikniemy kalki dobrze znanych kompozycji. Na albumie pojawiają się goście m.in. Anna Maria Jopek, Titus, Kuba Kawalec czy Bela Komoszyńska z Sorry Boys.

Na krążku znalazło się trzydzieści utworów z różnych okresów działalności muzyka. W czasie, gdy wydawnictwa, także z gatunku The Best Of, są coraz krótsze (niekiedy niepokojąco krótkie), Deriglasoff poszedł pod prąd. Czy to dobrze? Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Dla fanów bogatej twórczości muzyka, album “XXX” jest zapewne pięknym prezentem, natomiast niewprawiony słuchacz może mieć problem z przesłuchaniem go w całości. No chyba, że potraktujemy nowe wydawnictwo jako swoisty pomnik.

Dzięki zaproszeniu do studia gości, Deriglasoff wyszedł poza schematyczną formułę “The Best of”. Utwory nabrały świeżości, a przy okazji pokazały jak interesująca i elastyczna jest polska scena muzyczna. Nie brakuje też nowości, na krążku znalazły się cztery premierowe kompozycje, w tym znakomity singiel – “Grzeczny”. Płytę otwiera “Pieśń o bohaterze” z wokalnym udziałem Arka Jakubika – aktora i  lidera grupy Dr Misio. Interesująco brzmią “Szuwary” z repertuaru Pudelsów, na “XXX” zaśpiewane przez Melę Koteluk. Wydawać by się mogło, że takie kompozycje jak: “Jesienna deprecha” czy zwłaszcza “Malcziki” zostały na dobre zamknięte w tradycyjnym kanonie polskiej muzyki. Na szczęście nic bardziej mylnego. Za “Jesienną deprechę” zabrał się Czesław Mozil. Porównywanie ironicznej wersji piosenki śpiewnej przez Tymona Tymańskiego z nową, w wykonaniu Czesława nie ma większego sensu. Mozil zaśpiewał po swojemu, niekoniecznie lepiej, lecz z pewnością dał nowe życie piosence Kur z 1998 roku. Dobrze się stało, bo stan jesiennej deprechy przez szesnaście lat ani trochę nie stracił na aktualności i powszechności. Z kolei “Malcziki” w industrialnej aranżacji przekonują dużo bardziej niż popularna wersja Yugotonu.

Najcenniejszy w albumie “XXX” jest sam fakt, że powstał. Bez zbędnych świecidełek i ozdobników, a na solidnych fundamentach, które Olaf Deriglasoff zbudował przez lata. Niewielu jest w Polsce artystów, którzy z czystym sumieniem i bez wstydu mogą pochwalić się muzycznym dorobkiem. I za to, proszę wybaczyć  nagromadzenie patosu, należą się wyrazy uznania.

Tomasz Błaszkiewicz