OM – “Advaitic Songs”

OM – “Advaitic Songs”
Drag City/2012

Godzina w Jeruzalem.

W recenzji poprzedniej płyty OM wyraziłem wątpliwość, czy zabiegi przeprowadzane przez Ala Cisnerosa i Emila Amosa są wystarczające, by odsunąć od tego duetu widmo wypalenia i zjadania własnego ogona. Formuła obrana przez byłego muzyka Sleep wydawała się być na ukończeniu. Trzy lata później okazało się, że Cisneros z Amosem myślą podobnie.

Gdy po raz pierwszy usłyszałem “Addis” ogarnęły mnie wątpliwości, czy to na pewno ta płyta tego zespołu. Zero doomowego ciężaru, fakt wypuszczane wcześniej fragmenty sygnalizowały radykalne odejście od tego, do czego przyzwyczaili słuchaczy. Nie byłem jednak przygotowany na tak drastyczny krok. Damski wokal, fortepian, wiolonczela. Takiego bogactwa brzmieniowego nikt by się po nich nie spodziewał. O tym, jak doskonałe jest rozwiązanie najlepiej świadczy “The State of Non-Return”. Wydaje się, że to kolejny typowy utwór OM, ale wiolonczela nadaje mu jeszcze większej głębi i pewnej filmowości. Nic to przy fenomenalnym “Sinai” rozpoczynającym się od pieśni pielgrzymów zdążających do mekki, a potem jest tylko lepiej, monotonny głos Cisnerosa, wyraziste bębny, subtelny bas, smyki. A tenże utwór jest tylko wprowadzeniem do niesamowitej, dziesięciominutowej podróży na Bliski Wschód “Haqq al-Yaqin”. Ten dalszy jest sygnalizowany brzmieniami tambury w “Gethsemane”.

“Advaitic Songs” zostały pomyślane jako jednorodna całość, mająca wprowadzić w trans, co udaje się im bez problemu. Od pierwszych dźwięków “Addis” do ostatnich “Haqq al-Yaqin” OM przenoszą słuchacza do magicznej krainy Bliskiego Wschodu, przesyconą mistycyzmem. Tym chrześcijańskim również, Cisneros po raz kolejny wybrał ikonę na okładkę swojego albumu, tym razem jest to Jan Chrzciciel. Jednocześnie, tytuł całości karze zwrócić wzrok ku indyjskim inspiracjom, wreszcie liczne są odniesienia do islamu i świata arabskiego. Te trzy elementy łączą się naturalnie i bez problemu w kleistą, mocno przyprawioną haszyszem całość.

Wolta stylistyczna OM może wydawać się pozorna, bo nie zmienili treści, lecz formę. Byłoby to błędem, bowiem obecna forma transowości Amerykanów jest dużo atrakcyjniejsza od poprzedniej. Więcej takich pozorów proszę.

Michał Wieczorek