Relacjeprzemek

Patrick the Pan przed Kwoon

Relacjeprzemek

Patrick the Pan przed Kwoon
23.10.2013/ Wrocław

Szaleństwo rzeczy, spokój nastroju.

Wiele rzeczy można mówić o nieopierzonych, niewychowanych przez talent show czy wielkie wytwórnie artystach. Że śpiewają nieczysto, że trzęsą im się ręce, zapominają chwytów. Że gdy nagrywało się płytę samemu we własnej sypialni, to nie da się już odtworzyć tego samego intymnego klimatu na koncercie, nie wspominając już o tym, że takiego artysty nie stać na szerokie instrumentarium i spory zespół, żeby ruszyć z nim w trasę. I po raz kolejny znajduje się ktoś, kto przeczy każdemu temu zarzutowi z osobna i jeszcze paru innym. Choć jeszcze mało znany na polskim rynku, to jeśli już ktoś go poznał, nie może nachwalić się Piotra, jak ostatnio np. Dawid Podsiadło.

Patrick the Pan – chłopak o wyglądzie Heatha Ledgera, poczuciu humoru i estetyce Ólafura Arnaldsa – aktualnie supportuje polskie koncerty Kwoon. I wiecie co? Jak dla mnie, Kwoon mogło w sumie nie przyjeżdżać.

Po pierwsze: szaleństwo rzeczy! Oczywiście, część sprzętów na scenie we wrocławskich Puzzlach stała już przygotowana dla Kwoon, ale  zdecydowana większość instrumentarium należała jednak do zespołu Piotra. Kontrabas, gitara basowa, niezliczona ilość klawiszy po podłączanych do laptopa, gitary, perkusja… A pomiędzy wszystkim tym cztery osoby: grający na wszystkim basista, rozmarzony perkusista z wiecznym uśmiechem na twarzy, kręcący się między kablami Piotr i schowany w cieniu drugi gitarzysta…

Po drugie: nastrój. Utwory Piotra zarówno z płyty, jak i na  żywo niosą ze sobą ogromny ładunek emocjonalny, szaleństwo dźwięków, odczuć i przeżyć. Połączone z klubowymi wizualizacjami bezdroży Islandii przenosiły słuchacza w zupełnie inny wymiar. Wymiar, gdzie Patrick the Pan jest władcą Lodowego Ogrodu, a publiczność na jedno jego skinienie palcem nie rusza się z miejsca i zastyga w ciszy.

Po trzecie: kruki. Cała scena obstawiona była złowrogimi ptaszyskami, które zaplątały się w kable i obsiadły instrumenty. Charakterystyczne dla twórczości Piotra ptaki zmaterializowały się na scenie, będąc wisienką na torcie wystroju i nastroju godzinnego setu artysty.

Tekst + foto: Maria Grudowska