Relacjeprzemek

Początek Męskiego Grania z przytupem

Relacjeprzemek

Początek Męskiego Grania z przytupem

Ruszyła trasa Męskiego Grania – pierwszy przystanek w Krakowie.

To nie ulega wątpliwości – trasa Męskiego Grania wystartowała w bardzo dobrym stylu. Począwszy od pogody, która wyjątkowo w tym roku dopisała, przez dobór wykonawców, skończywszy na miejscu, w którym krakowski koncert się odbył – wszystko udało się zgodnie z planem. Po rocznej przerwie (ostatnia edycja imprezy odbyła się w Hotelu Forum) festiwal wrócił do Ogrodów Muzeum Archeologicznego i ta decyzja organizatorów okazała się być bardzo dobrą. Wyjątkowość przestrzeni podkreślali wszyscy – zapowiadający koncerty Piotr Stelmach, a także artyści, w tym Monika Brodka.

Ideą całego przedsięwzięcia jest promocja młodych polskich artystów, w mieście Smoka Wawelskiego nie mogło więc zabraknąć w ramach Nowego Męskiego Grania Tomasza Organka z zespołem. Panowie wykonali kilka piosenek ze swojego nadal świeżego debiutanckiego albumu, “Głupi” (recenzja). Dla każdego słuchacza, który miał już okazję zapoznać się z tą płytą nie było niczym dziwnym, że ta muzyka może na żywo zabrzmieć znakomicie. I tak się właśnie stało. Często porównuje się zespół członka Sofy z różnorakimi działaniami Jacka White’a. Mi z kolei kojarzyło się to z The Doors, co szczególnie słyszalne było w “Nie lubię”. Manzarkopodobne harmonie klawiszy, głos wokalisty. Po co Morrison, skoro mamy Organka? W zasadzie jedynym mankamentem koncertu była jego długość, ale nie należy się tym zbytnio martwić – na jesień planowana jest trasa koncertowa zespołu, a wtedy  nic już nie będzie stało na przeszkodzie, by pobyć z dźwiękami Organka nieco dłużej niż dwa kwadranse.

Skubas miał jeszcze pojawić się na scenie wraz z Orkiestrą Męskiego Grania, która zamknęła całe wydarzenie. Tymczasem, prezentował materiał solowy z płyty “Wilczełyko” (recenzja), ale nie tylko. Zabrzmiał również materiał premierowy w postaci utworu “Wyspy nonsensu”. Oczywiście pojawił się również planowany na drugi krążek “Nie mam dla ciebie miłości”. Nie zabrakło “Linoskoczka”, “Więcej Nieba”, a także coveru “znanego zespołu z Lublina”. Męskie Granie to również, a może przede wszystkim spontaniczne akcje – w jednej z piosenek ze Skubasem zaśpiewała Brodka.

Taką właśnie jednorazową, nową sytuacją, była kolaboracja Tomasza Budzyńskiego, Mikołaja Trzaski i Michała Jacaszka. Repertuar, który zaprezentowali na scenie był wyjątkowo interesujący – “piosenki Artura Rimbaud”. Wokalista Armii zaprezentował pełną gamę swoich możliwości głosowych, od melorecytacji aż po krzyk. Towarzyszący mu mistrzowie, odpowiednio: saksofonu i wysmakowanej elektroniki stanowili wyśmienity podkład – byli w tle, ale nie nudzili. Ponadto dosyć osobliwym uczuciem było usłyszeć ze sceny, że “Jesteśmy fałszywymi murzynami”. Płyta podobno jest już nagrana i na podstawie doświadczenia na żywo, można z całą stanowczością powiedzieć – warto poczekać kilka miesięcy na to wydawnictwo.

Wykonawcą, który prawdziwie rozruszał publiczność był dopiero Jamal, który zaprezentował rytmy jamajskie w towarzystwie dwóch gitar, było więc również odrobinę rockowo, a nie tylko imprezowo.

Zmianę klimatu przyniosła Brodka, która wręcz tryskała energią. Znakomity zespół, który jej towarzyszy, wzniósł się na wyżyny, a każdy z utworów został odegrany lepiej niż na i tak znakomitej płycie, która była jednym z odkryć 2010 roku. Zaangażowanie, emocje, energia płynąca ze sceny porwały krakowską publiczność, która za kilka chwil została zaczarowana przez Artura Rojka.

Wcześniej przygotował do jego występu Piotr Stelmach, który nie tylko zapowiedział artystę, ale również wyemitował fragment wywiadu z twórca OFF Festivalu. Każda z kompozycji brzmiała lepiej, mocniej, dobitniej, bardziej oddziaływała na słuchacza niż na “Składam się z ciągłych powtórzeń” (recenzja). I skupiony, introwertyczny, chwilami miotający się po scenie Rojek, który niesamowicie przeżywał bardzo intymne utwory, a wszystkim wiadome słowo na k “wypikane” w wersji radiowej  zaśpiewał w taki sposób, jakby od tego zależeć miało jego życie. A podobno on i jego zespół wypadają podobno lepiej na każdym kolejnym koncercie…

Drastyczną zmianę stylistyczną i spory szok estetyczny zafundował Behemoth. Nawet jeżeli ktoś odcina się od przekazu grupy, nie sposób nie docenić jej profesjonalizmu. Lata wycierania desek często dosyć obskurnych klubów sprawiły, że z każdą nutą widoczne są strugi potu przelane przez Nergala, Oriona, Setha i Inferno. To, co prezentuje na scenie Behemoth to całościowy i zaplanowany w najdrobniejszych szczegółach koncept. To nie zwykły występ, to również rodzaj parateatralnego widowiska. Wulkany ognia, czarne confetti, wystrój sceny, wreszcie przypominający wyglądem orków Uruk Hai z jacksonowskiej filmowej wersji Tolkiena muzycy. Ciężko było po tym niemal postapokaliptycznym show wrócić do rzeczywistości.

Mózgiem tegorocznego Męskiego Grania jest niewątpliwie Andrzej Smolik, który wymyślił i zaplanował Męskie Granie Orkiestra. Zespół, który w każdym mieście zagra w innym składzie personalnym. poza singlem z 2011 roku, “Wszyscy muzycy to wojownicy” i nowym, “Elektrycznym”, zaprezentował klasyczne utwory z historii polskiej muzyki rozrywkowej, w tym “Kombinat” Republiki, “Centralę” Brygady Kryzys, “Strzeż się tych miejsc” Lecha Janerki oraz “Oni zaraz przyjdą tu” Tadeusza Nalepy w interpretacji wokalnej Moniki Brodki. Na pochwałę zasługuje jednak cały zespół, a więc: Olaf Deriglasoff, Michał Sobolewski, Łukasz Krywalski, Bogusz Wekka, Marcin Gańko, Jacek Namysłowski i Kuba Staruszkiewicz.

Na koniec warto dodać, że według zapowiedzi Piotra Stelmacha z radiowej Trójki, krakowski koncert był nagrywany i wraz z przyszłotygodniowymj poznańskim występem znajdzie się na szykowanym wydawnictwie dokumentującym tegoroczną edycję Męskiego Grania.

Jakub Buszek