Relacjeprzemek

Podróże wzdłuż dźwięków

Relacjeprzemek

Podróże wzdłuż dźwięków
Kraków/4-5.12.2014

Relacja z pierwszych dwóch dni 15. Festiwalu Filmu Niemego.

Piętnasta edycja krakowskiego wydarzenia przynoszącego rozkosz kinomanom i satysfakcję muzykofilom rozpoczęła się w czwartek, 4 grudnia od filmu “Turksib”, do którego zagrali Bronnt Industries Kapital, czyli dwóch panów zajmujących się elektroniką, ale także rozlicznymi instrumentami, od skrzypiec, przez gitarę aż po klarnet. Film Wiktora Turina to obraz propagandowy, ale i niezwykle poetycki. Prześliczne ujęcia ludzkiej pracy, czy też, jak to szumnie głosiły napisy, walki z zacofaniem, cudne kadry przedstawiające parowóz i widoki zza jego komina doskonale uzupełniała muzyka Brytyjczyków. Ilustracyjna, dobrana do scen – imitująca terkot kół o szyny, migotliwe pluskanie wody, narastająca w chwilach napięcia takich jak zbierająca się burza piaskowa, gładko prowadziła widzów przez obrazy Syberii i Turkiestanu.

Drugim filmem była klasyka kina niemego z rodzaju poetyckich dokumentów o miastach – “Berlin. Symfonia wielkiego miasta” Walthera Ruttmanna. Za muzykę byli odpowiedzialni SzaZa, czyli duet Patryk Zakrocki i Paweł Szamburski. Panowie są nie tylko utalentowani – grają na skrzypcach, klarnecie, małych instrumentach, a wszystko to okraszają elektroniką – ale także pełni humoru. Dzięki temu nastrojowe obrazy pieczołowicie dokumentujące rozmaite aspekty życia dwudziestowiecznych berlińczyków od czasu do czasu wprawiały widzów w rozbawienie dzięki elegancko wplecionym w muzykę partiom wokalnym. I tak idąc do pracy Niemcy narzekali “Shade!”, dzieci piszczały męskim głosem, a koty urokliwie miauczały. Największe wrażenie – sądząc po rozmowach po seansie – zrobiły jednak partie głosowe w części poświęconej posiłkom (Ja, das is gut!). Muzycznie panowie również trzymali się ekranowych wydarzeń – jeśli pojawiały się tłumy, mieliśmy zapętlenia szmeru rozmów, jeśli fabryka – bardzo rytmiczne sekwencje, skrzypce grały razem z filmowymi. Były też techniki klasycznie taperskie, czyli wplatanie znanych motywów – na przykład tancerki kabaretowe przygotowywały się do występu w akompaniamencie wariacji na temat piosenki “Sex Appeal” znanej z wykonania Eugeniusza Bodo.

W piątek zobaczyliśmy dokument “Kalabaka”, w którym reporter Fred von Bohlen-Hegewald podróżował po Bałkanach – od Sarajewa aż po tytułowe miasto, w którym odwiedził męski klasztor. Po drodze spotkało go wiele zabawnych sytuacji, a my mieliśmy okazję obejrzeć wiele bałkańskich zwyczajów, od sposobu zaznaczania na drzwiach, kto z tureckiego małżeństwa jest akurat w domu, aż po taniec derwiszów i klasztorny strach przed zwierzętami płci żeńskiej. Hubert Zemler opatrzył film perkusyjną ścieżką dźwiękową – było to bardzo ciekawe przedsięwzięcie: same stukoty, pukoty i uderzenia tworzyły ten świat. Mieliśmy tutaj do czynienia znów z podejściem ilustracyjnym, ale z dozą kreowania nastroju w sposób mniej przewidywalny – czasami dźwięki wyprzedzały fabułę, jak w scenie, w której bohater poznawał siostry swego tureckiego przyjaciela. Najpierw usłyszeliśmy, a dopiero potem zobaczyliśmy ich tamburyny.

Na koniec seans poświęcony rowerom, do którego zagrał Bartosz Weber. Członek zespołu Baaba wykorzystał zapętlenia i elektroniczne efekty, czasem dostosowując je nieco ściślej do ekranowej akcji, ale bardziej skupiając się na nastroju. A nastrój był szampański, oglądaliśmy bowiem głównie burleski. Urocze i przezabawne pościgi za bohaterami nieudolnie jadącymi na rowerach – praktycznie wszystko, od człowieka z drabiną (obowiązkowo) przez kobietę z dzieckiem, do wnętrza sklepu (sic!) stanowi dla takiego jegomościa przeszkodę, o którą musi się wywrócić jak najbardziej spektakularnie. Robi przy tym maksimum zamieszania i oczywiście skłania poszkodowanych do biegu za sobą, dzięki czemu w finale mamy już dosyć pokaźny pościg, najczęściej efektownie wpadający do zbiornika wodnego. Wśród kawalkady przewrotek znalazła się także animowana reklama, film o żołnierskiej jednostce rowerowej oraz bardzo ciekawy dokument na temat historii rowerów.

A to jeszcze nie koniec atrakcji na Festiwalu!

Katarzyna Borowiec