Porch Lights – “Caverns”

Porch Lights – “Caverns”
–/ 2014
Pejzaże malowane dźwiękiem.

Mogłabym na wstępie otwarcie przyznać, iż wydany we wrześniu 2014 album “Caverns” nie jest płytą odkrywczą. Ba, mogłabym jeszcze dodać, że prawdopodobnie po jej kilkukrotnym przesłuchaniu w głowie zostaną Wam tylko luźne strzępki poszczególnych melodii. Mogłabym, ale tego nie zrobię. “Caverns” ma bowiem w sobie szczyptę czegoś niewyjaśnionego, śladu tęsknoty za niemożliwym do osiągnięcia stanem, który broni płytę przed wrzuceniem jej do szufladki wraz z milionem innych indie-folkowych wykonawców.

Porch Lights, choć jest samoistnym tworem, nie ukrywa tego, iż znaczny wpływ na jego brzmienie  mieli mistrzowie gatunku – Bon Iver oraz Broken Social Scene. Nie mamy tu jednakże do czynienia z klasycznym Copy + Paste, lecz luźną inspiracją, która okraszona potężną dozą pasji przerodziła się w przyjemny dla ucha album. Debiutancka płyta zespołu – “Caverns” – przypomina malowaną dźwiękami akwarelę, delikatną i transparentną. Tak jak farba wodna, pozornie pozbawiona wyrazistości i charakteru, odciska na papierze trwały i niemożliwy do usunięcia ślad, tak i muzyka Porch Lights pozostawia w duszy słuchacza poczucie czegoś wyjątkowego. To co zasługuje na uwagę, to przede wszystkim skontrastowany wokalnie duet Corey’a Crellina i Emily Brown – miejscami rozkosznie ochrypły, miejscami nieco piskliwy, czasem wywołujący dreszcze zachwytu, innym razem lekką irytację. Płytę otwiera “Cabin In The Woods” – bodajże najciekawsza z trzynastu zamieszczonych na “Caverns” kompozycji. Kreśląc w wyobraźni surowe pejzaże i uczucie nostalgii za wybaczającą błędy młodością, utwór wprowadza w stan wyciszenia i głębokiej refleksji. Nastrój ten ujawnia się w większości kawałków zamieszczonych na płycie – czy to spokojnej kołysance “Seaside Eyes”, czy podszytej pozytywną melodią kompozycji “County Carnival”, czy też niepokojącym i nieco depresyjnym  “Brick House”. Optymizmu nie uraczymy również w “Cheaper Than Lies” czy “The Great Pudget Sound”, w których Crellin konfrontuje się ze swoją przeszłością i świeżo zakończonym związkiem. Na płycie znalazło się miejsce również dla nieco mniej udanych kompozycji (m.in. “Lover’s Pills” czy trącący nieco szantami “Amsterdam”), jednakże ich niedoskonałość w całości rekompensuje rewelacyjny instrumentalny utwór “Asleep At The Exit”.

O ile dywagacje na temat wartości artystycznej albumu “Caverns” wydają się być uzasadnione (nie wliczając w to prezentującej całkiem przyzwoity poziom warstwy lirycznej), o tyle kwestia zaangażowania muzyków w tworzenie albumu pozostaje bezdyskusyjna. Dla zrealizowania swojego projektu Corey Crellin poświęcił wiele, bowiem “Caverns” w przeważającej mierze został wydany własnym sumptem (Crellin musiał pożegnać się z ukochanym motorem oraz czesnym na studia) oraz z dotacji fanów uzyskanych za pośrednictwem portalu Kickstarter. Czy było warto, oceńcie sami.

Dorota Szubska