Procedure Club – “Doomed Forever”

slr121.jpg Procedure Club – “Doomed Forever”
Slumberland/2010

Rozmarzony dream pop idealnie współgra z bezchmurnym, letnim niebem, zieleniejącą się trawą i wakacjami. Procedure Club nie mogli wybrac lepszego momentu na wydanie swojej płyty.

Już od pierwszych, dość przekornych, dźwięków automatu perkusyjnego wiadomo, jaka będzie muzyka na “Doomed Forever”. Hałaśliwa, niedostrojona, przesterowana, ale i jednocześnie melodyjna, z popowym urokiem i słonecznym brzmieniem. Słodkie, żeńskie wokale, często wielokrotnie przepuszczone przez reverb, nakładające się na siebie w swojej strukturze odwołują się do dziewczęcych zespołów z lat 60. W tym także do naszych Alibabek i Filipinek, co jak się okazało, wcale nie jest takie zaskakujące. Z dekad późniejszych słychać przede wszystkim początek lat 90. i biblię shoegaze’u – “Loveless”, koniec pierwszej dekady XXI wieku na brooklyńskim Williamsburgu oraz kiczowaty automat perkusyjny z lat 80.

Ze “Slut Fossil” (recenzja EPki) na “Doomed Forever” trafiły dwie z trzech piosenek: tytułowa i “Nautical Song”, które w sumie bardzo dobrze opisują ten zespół. Pierwsza jest ładna i miła, druga – hałaśliwa i chropowata. Hałaśliwość z ładnymi melodiami przeplata się na każdym kroku, czasem przeważa jedno, czasem drugie. Czasem do gitar dołączają syntezatory, czasem pojawi się linia basu, nie ma jednak mowy o jakichś zaskoczeniach, dobre popowe melodie kryją się pod warstwami przesterów, ale nie trudno je wyłowić i się nimi delektować.

Warto sięgnąć po tę płytę, może za dobrze nie chłodzi, ale bardzo pasuje do panującej pogody i błogiego lenistwa.

Michał Wieczorek