Projekt NOD – “Emoth”

Projekt NOD – “Emoth”
wyd. własne/2011

Ścieżka dźwiękowa do nocnych spacerów po wielkim mieście.

Mijający rok upłynął pod znakiem artystów, których muzyka idealnie nadaje się na podkład do jazdy środkami komunikacji miejskiej. Warszawski projekt nie jest od tej reguły wyjątkiem. Dubstepowe wobble, potężne basy, soulowe wokalizy, ambientowe kolaże muzyczne – wszystko to sprzyja nocnemu eksplorowaniu metropolii ze słuchawkami na uszach. Projekt NOD korzysta z dość wyświechtanych patentów, fakt, robi to bardzo dobrze, a płyty słucha się nadzwyczaj przyjemnie, jednak gdyby nie pewien szczegół, o “Emoth” zapomniałbym po dwóch, góra trzech przesłuchaniach.

Warszawiacy nagrywają miasto. Dosłownie. Jeżdżą z rejestratorami metrem, tramwajami, uwieczniają dźwięki ulicy. Trudno się ich doszukać w samych piosenkach, bo te skrawki muzycznej materii mocno przerabiają już w studiu. Weźmy za przykład metro. Powplatali w piosenki dźwięki pociągu wjeżdżającego na stację, bramek przy wejściach, czy nawet samego kasowania biletów. Zanim trafiły do utworów czekała je mocna obróbka w pro toolsach i innych takich programach oraz przycięcie do kilkusekundowych, ledwo rozpoznawalnych fragmentów. Z jednego dźwięku zrobili stopę, z innego talerze perkusyjnego. Można by tak jeszcze wymieniać. Tym, przyznajmy, dość niecodziennym podejściem zaskarbili sobie moją sympatie. Znaleźli muzykę tam, gdzie niewiele osób by się jej spodziewało. Owszem, nie są nowatorami, field recordings mają długą tradycję, jednak chyba jeszcze nikt nie robił z nich dubstepów. Dodajmy, że fascynujące jest przesłuchiwanie “Emoth” pod kątem wyszukiwania tych dźwięków i prób odgadywania, z czego tym razem zrobili perkusję, a z czego basy.

“Emoth” stało się moją żelazną pozycją do nocnych powrotów do domu z koncertów, a dla takiej muzyki to najlepsza rekomendacja.

Michał Wieczorek