Relacjeprzemek

Relacja z gdańskiego festiwalu Dni Muzyki Nowej

Relacjeprzemek

Relacja z gdańskiego festiwalu Dni Muzyki Nowej
12-15.01.2012/Gdańsk

Na styku dwóch światów.

Muzyka współczesna coraz częściej wchodzi w dialog z muzyką alternatywną. To, co jest już dawno znanym zjawiskiem na świecie i u nas w kraju zaczyna mieć miejsce. Pękamy z dumy, kiedy tak wyjątkowi wykonawcy jak Johnny Greenwood, Stars of the Lid czy Aphex Twin powołują się na inspiracje Góreckim i Pendereckim. Co raz częściej dostrzegają to organizatorzy takich imprez jak Sacrum Profanum, zapraszając muzyków obu nurtów do grania koncertów, a nawet wzajemnej współpracy – najlepszym tego przykładem był Europejski Kongres Kultury we Wrocławiu. Efektem takich fuzji jest poszerzenie odbiorców obydwu sfer. Czemu o tym wspominam? Ano dlatego, iż w Trójmieście właśnie rozwija skrzydła kolejny niezwykle obiecujący festiwal działający na styku tych dwóch światów, czyli gdańskie Dni Muzyki Nowej.

Alternatywę na tej imprezie reprezentowali trzej jakże różni stylistycznie artyści – Johann Johannsson, Małe Instrumenty oraz Lucky Dragons. Ten pierwszy postawił na delikatny ambient tworzony za pomocą laptopa, fortepianu oraz kwartetu smyczkowego. Koncert mógłby być nieco krótszy, ale ogólnie rzecz biorąc Islandczyk wyszedł obronną ręką, udowadniając, że mimo silnych podobieństw do innych wykonawców z jego kraju, jego twórczość nadal potrafi wciągnąć i oczarować.

Małe Instrumenty wzbudziły chyba największy aplauz publiczności, jeśli chodzi o wykonawców alternatywnych. Ja co prawda nie do końca kupuję ich muzykę – wydaje mi się ona czasem przerostem formy nad treścią – ale przyznam, że mroczniejsze utwory wypadły w wykonaniu kwintetu co najmniej frapująco. Występ Lucky Dragons wywołał mieszane uczucia. Z jednej strony był krótki, interakcja z publicznością niewielka, a sam zespół zrezygnował z transowego charakteru swojej twórczości. Z drugiej strony, trudno obwiniać Amerykanów o zmianę stylistyki, którą uprawiali od dłuższego czasu. Postawienie na ciepły, jednostajny ambient było odwagą.

Muzykę współczesną na Dniach Muzyki Nowej reprezentowały Kwartet Śląski i Kronos Quartet. Polacy wypadli świetnie w pierwszej części koncertu. Wykonania “I Kwartetu smyczkowego” Aleksandra Lasonia oraz “Quantum” Pawła Pietruszewskiego zaskakiwały pomysłowością, ciekawymi rozwiązaniami rytmicznymi oraz umiejętnym budowaniem i przerywaniem napięcia. Z kolei druga część koncertu, wypełniona interpretacjami utworów Grzegorza Ciechowskiego i Republiki, wypadła miałko i nijako.

Kronos Quartet nie zawiódł. Obojętnie, czy grali utwory Bryce’a Dessnera (The National), Omara Souleymana, Steve’a Reicha, czy też główny motyw z “Requiem dla snu” – w każdej ze stylistyk wypadli świetnie. Dziesiątki lat wspólnego grania dało im sceniczną swobodę oraz niesamowitą technikę i zgranie. Dodam tylko, że zespół został wywołany na dwa bisy, a na sam koniec zagrali utwór Góreckiego w absolutnie mistrzowski sposób.

Dni Muzyki Nowej organizowane przez gdański klub Żak imponują zarówno przekrojem stylistycznym, równowagą między poszczególnymi nurtami oraz znakomicie przemyślanym line-upem. Wieści na temat kolejnych edycji powinni śledzić nie tylko mieszkańcy Trójmiasta, ale i osoby mieszkające w innych częściach naszego kraju, ponieważ prawdopodobnie właśnie jesteśmy świadkami narodzin najważniejszego tego typu wydarzenie w północnej Polsce.

Krzysztof Kowalczyk
foto: Paweł Jóźwiak