Röyksopp – “Junior”

royksopp-junior.jpg Röyksopp – “Junior”

Po czterech latach przerwy wszyscy fani norweskiego duetu zadają sobie zapewne to samo pytanie: w którą stronę poszli? Czy “Junior” będzie bliższy spokojnemu i delikatnemu “Melody A.M.”, czy też mroczniejszemu “The Understanding”? A może postanowili odkryć nieznane rejony? Prawda jak zwykle leży po środku.

Kiedy mój brat po raz pierwszy zobaczył klip do “Happy Up Here”, skomentował go słowami: “Wydają po 4 latach płytę, która brzmi tak samo jak debiut. Bez sensu.” Po przesłuchaniu “Juniora” okazało się, że ta ocena nie była słuszna, choć powoli zaczynam tego żałować.

O ile wspomniane “Happy Up Here” przypadło mi do gustu i od razu poczułem się jak w domu, to kolejny kawałek wywołał u mnie spore wątpliwości. “The Girl And The Robot” z udziałem skandynawskiej gwiazdy pop, Robyn, jest całkiem przyjemne ale… zbyt popowe jak na Röyksopp. Gdybym chciał posłuchać takiego popu, sięgnąłbym po jakąś starszą płytę Madonny. Podobnie, trochę zawiodły mnie utwory z udziałem Karin Dreijer Andersson, wokalistki The Knife. Spośród dwóch piosenek z jej udziałem oczekiwałem choć jednej perełki na miarę fantastycznego “What Else Is There”. Co prawda zarówno “There Must Be It”, jak i “Tricky Tricky” stoją na pewnym poziomie, ale uczucie niedosytu i tak pozostało.

Za dużo znalazło się na “Junior” utworów, w których dominuje śpiew zaproszonych gości. Zdecydowanie za mało kompozycji takich, jak będące jednym z najmocniejszych punktów albumu, instrumentalne “Röyksopp Forever”. Brakuje mi także czegoś bardzo charakterystycznego dla twórczości Norwegów, a mianowicie chwili oddechu. Dobrym pomysłem było wymieszanie stylistyk obu poprzednich płyt – ale cóż z tego, jeśli naprawdę trudno jest się porządnie zatopić w klimat całości. Pewne wytchnienie przychodzi dopiero pod koniec płyty wraz z “Silver Cruiser”.

Na osłodę mogę dodać, że duet nie zawiódł, jeśli chodzi o produkcję i wplatanie z gracją rozmaitych muzycznych smaczków. Słychać lekkość i zabawę, jaką przy tworzeniu “Junior” mieli Torbjorn Brundtland i Svein Berge. Ale to nie zmienia faktu, że nie takiej twórczości oczekuję po Röyksopp. Poszli o jeden most za daleko, tracąc na rzecz przebojowości swój downtempowy feeling. Pozostaje mieć nadzieję, że “Senior”, który ukaże się jeszcze w tym roku, zgodnie z zapowiedziami będzie znacznie mniej komercyjny od swojego młodszego brata.

Krzysztof Kowalczyk