Relacjeprzemek

Ruszyła IV Letnia Akademia Jazzu w Łodzi

Relacjeprzemek

Ruszyła IV Letnia Akademia Jazzu w Łodzi
7.07.2011/Łódź

Czwartą odsłonę Letniej Akademii Jazzu miał zainaugurować koncert znanego chopinisty, Janusza Olejniczaka, który przygotował wraz z Royal String Quartetem autorskie interpretacje dzieł Krzysztofa Komedy. Niestety, jak podało oficjalne źródło, artysta z powodu nieszczęśliwego wypadku nie mógł wystąpić tego wieczoru dla łódzkiej publiczności. Dlaczego więc warto było być w czwartek w łódzkiej Wytwórni, mimo że planowany koncert się nie odbył?

Otóż, organizatorzy, mimo niesprzyjającej sytuacji, stanęli na wysokości zadania i zapewnili gościom LAJ-u godne koncertowe zastępstwo. Ale o tym za chwilę.

Po pierwsze: Warto było przyjść chociażby na sam zaplanowany przed koncertem wykład. Można było posłuchać wywodu Pawła Brodawskiego o życiu i twórczości Komedy. Co więcej, naczelny Jazz Forum zaprosił do rozmowy syna Zofii Komedowej, Tomasz Lacha, który opowiadał o swoich wspomnieniach związanych z ojczymem.

Wykład był zapewne interesujący – wnoszę po fragmentach, które udało mi się usłyszeć. Niestety, w każdym miejscu, w którym bym nie stanęła, część gości prowadziła akurat “niezwykle pasjonujące i nie cierpiące zwłoki” rozmowy, skutecznie uniemożliwiając skupienie się nad tym, co mówią panowie Brodawski i Lach (zwłaszcza, że ten drugi, nie został chyba dostatecznie poinstruowany, w jaki sposób trzymać mikrofon, żeby było cokolwiek słychać). Konkludując: nie wiem, jaki jest sens przychodzenia na wykład, w którym nie chce się uczestniczyć…

Na szczęście podobna rozmowa pomiędzy tymi samymi postaciami odbyła się w kwietniu tego roku w radiowej Dwójce – audycja Puls Jazzu. A w internecie, na pewnym portalu, w nazwie którego widnieje przyjazny domowy gryzoń, można znaleźć jej nagrania. Zainteresowanych (bądź uczestników wykładu, którzy pragnęli, tak jak ja, cokolwiek usłyszeć, a nie było im to dane) – odsyłam.

Po drugie: Dalsza część wieczoru, to były same niespodzianki! Szczęście w nieszczęściu, rzekłabym. Oczywiście, byłam niezmiernie ciekawa, w jaki sposób materiał Komedy potraktuje pianista klasyczny, jakim jest Janusz Olejniczak, jednak z równym zainteresowaniem czekałam na to, co pokaże Lena Ledoff. Zanim jednak pianistka wyszła na scenę, ratować sytuację próbowali członkowie Royal String Quartetu. Stwierdzili – w sumie słusznie – że bez Olejniczaka nie ma sensu prezentować zaplanowanego wcześniej repertuaru, w związku z czym uraczyli nas dwoma kwartetami smyczkowymi: Góreckiego i Szymanowskiego.

Przyznam, że mnie to ucieszyło (dawno nie byłam w filharmonii, a w wakacje niestety instytucja nie działa). Czuję jednak, że część publiczności wolałaby przejść od razu do meritum wieczoru, czyli występu pani Ledoff. O ile muzyka Szymanowskiego, zdawała mi się bardziej przystępna dla ucha słuchacza niegustującego w klasyce (oczywiście trochę tu generalizuję), o tyle I kwartet Góreckiego na sam początek koncertu, jakby nie było, jazzowego, nie do końca został doceniony… Trzeba przyznać, że zespół przyłożył się do wykonania, ukazując wszystkie niuanse brzmieniowe, ważne motywy melodyczne, rytmiczne itd., charakterystyczne zmiany tempa. Pomimo młodego wieku, kwartet ma już spore doświadczenie i niemałe osiągnięcia, co zobowiązuje do utrzymywania wysokiego poziomu wykonawstwa. Nie byłam więc w ogóle zaskoczona ich znakomitą formą. Dla mnie – rewelacja!
(poza tym, podziwiam ich stoicki spokój podczas obstrzału migawkowego przez fotografów w chwili, w której wykonywali fragment w dynamice piano pianissimo possibile).

Po trzecie: Występ Leny Ledoff. Brawo, dla pani Leny, za to że zgodziła się wystąpić i uratować inaugurację LAJ-u. Spragnieni jazzu, w końcu dostali to, czego chcieli – chociaż reminiscencje muzyki klasycznej towarzyszyły jej koncertowi niemal do samego końca. Pianistka zaprezentowała własną wizję muzyki Komedy w połączeniu z fragmentami utworów Chopina: od mazurków, przez preludia, po słynną Balladę g-moll. Najsłynniejsze tematy jazzmana, takie jak te z filmów “Dziecko Rosemary” i “Prawo i pięść”, “Kattorna”, “Crazy Girl” czy “Svantetic” zostały poprzeplatane motywami chopinowskimi i zgrabnie ułożone w kilkuczęściową suitę.

Co ciekawe, Lena Ledoff posiada klasyczne wykształcenie, jednak jest już chyba na tyle ograną w jazzowym repertuarze pianistką, że Chopin w jej wykonaniu nie brzmi ani trochę “jak Chopin”. Utwory Chopina, mimo że fragmentami grane w oryginalnej harmonice i rytmice, zostały po prostu dostosowane do jazzowej konwencji (przypuszczam, że w przypadku interpretacji muzyki Komedy przez Olejniczaka, zasada działania będzie odwrotna – to muzyka jazzowa zostanie podporządkowana stylistyce klasycznej). Dodam, że suita Ledoff sprawiała wrażenie drobiazgowo przemyślanej, zwłaszcza dobór motywów i ich przejścia pomiędzy poszczególnymi fragmentami.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie bis… Po nastrojowym wykonaniu tematu z filmu “Jutro premiera” (w którą Ledoff wplotła pogodny motyw zaczerpnięty z Preludium G-dur Chopina), zdecydowała się zagrać na koniec “minisuitę” złożoną z utworów rosyjskiego kompozytora muzyki filmowej – Dunajwskiego. Ambitny repertuar zaprezentowany przez Royal String Quartet i interesujące zestawienie jazzu i klasyki w autorskiej suicie Ledoff nijak pasowały mi charakterem do ostatniej pozycji w programie. Niestety, zbyt infantylna i estradowa estetyka muzyki Dunajewskiego popsuła mi trochę ostateczny odbiór całego koncertu.

Mimo wszystko, z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że spędzenie czwartkowego wieczoru w Wytwórni, to był w gruncie rzeczy dobry pomysł. Kto lubi jazz, a nie był – niech żałuje!!! Myślę jednak, że miłośników jazzu nie trzeba specjalnie zachęcać do uczestnictwa w koncertach LAJ-u – nazwiska wymienione w programie mówią same za siebie.

Anna Lenarcik

Zdjęcia: Sandra Kmieciak & Anna Lenarcik