WywiadyprzemekRepublika

Rzecz o Re(Publice). Wywiad z Krzysztofem Janiszewskim

WywiadyprzemekRepublika

Rzecz o Re(Publice). Wywiad z Krzysztofem Janiszewskim

“Republika to pewien styl życia”.

Rozmowa z Krzysztofem Janiszewskim, muzykiem, współautorem książki “My lunatycy, czyli rzecz o (Re)Publice”.

Skąd pomysł na stworzenie książki?

Pomysł narodził się latem 2013 roku, kiedy to wraz z Anną Sztuczką, współautorką książki, rozmawialiśmy na temat materiałów, które posiadamy. Przez lata uzbierał się nam poważny zasób wszelkich ciekawostek, anegdot, własnych przeżyć dotyczących Republiki. Szkoda było nam to wszystko zamknąć w szufladzie i zamrozić w bankach. Dlatego postanowiliśmy nasze wspomnienia opublikować. Poza tym wielu z nas, fanów Republiki, chciałoby również podzielić się swoimi wrażeniami i materiałami. Stwierdziliśmy, że nie będziemy tworzyć kolejnej biografii zespołu, a swoisty pamiętnik fanów, którzy przeżyli z Republiką cudowne chwile.

Kiedy możemy spodziewać się publikacji?

Pytanie jest dość trudne, ponieważ nie postawiliśmy sobie granicy czasowej. Naszym marzeniem byłoby, aby wydawnictwo ukazało się na wiosnę przyszłego roku, na Dniu Białej Flagi w Od Nowie w 2015 roku. Mam nadzieję, że się tak stanie.

Dlaczego Grzegorz Ciechowski był tak wyjątkowy?

To splot wielu okoliczności, talentów, splot czasów społecznych, kulturowych i politycznych. Grzegorz Ciechowski to osoba, która poprzez swój talent i charyzmę, idealnie wykorzystała pewną niszę w latach 80.,  kiedy młodzi ludzie chcieli być wyjątkowi. I myślę, że Grzegorz był osobą, która podała im tę wyjątkowość. Nie byli szarzyzną. Byli albo czarni albo biali, tak jak barwy Republiki.

Republika to był bunt?

Tak, ale bardzo inteligentnie sprzedany. To nie był bunt punkowy, krzykliwy jak np. Dezerter. Republika to komunikat bardzo zakamuflowany, który każdy odczytywał w inny sposób. A podlewając to jeszcze literaturą, Orwellem,  stało się to atrakcyjne i wyjątkowe. Miałem 13 lat kiedy zacząłem słuchać Republiki, później odczytywałem wszystko bardziej świadomie. To też jest ciekawe, bo mając 13 czy 14 lat młody człowiek nie jest w stanie zinterpretować tego, co jest w tekstach zawarte. Na początku pojawia się sygnał, że to jest coś “mojego”, wyjątkowego, czym chcę się zainteresować i to poczuć, chociaż nie rozumiałem tego do końca. Potem było to jeszcze bardziej odkrywane, poprzez moją świadomość. Rozumiałem, że te teksty mają swój kod, który zaczynałem odczytywać, całą sytuację społeczno-polityczną zawartą w tych tekstach. Jak jest, jak mogłoby być. Grzegorz był wyjątkowy, ponieważ to bardzo inteligentnie zaproponował młodej publiczności. Trafił do ludzi, którzy dopiero wchodzili w dorosłość w tych trudnych latach. Przypomnijmy, że 1981 r. to najczarniejszy okres w powojennej Polsce, a Grzegorz potrafił tak przesunąć akcent zainteresowania polityką, sytuacją społeczną, że młodzi ludzie zaczęli się tym interesować.

“Nie pytaj o Polskę” można też interpretować dwojako. Z jednej strony, tak jak mówisz, jako opis sytuacjo społeczno-politycznej, a z drugiej jako opis relacji między kobietą a mężczyzną.

Oczywiście. Grzesiek miał tę umiejętność, że opisywał często Polskę jako kobietę.

“Paryż – Moskwa”…

Dokładnie, można to traktować jako erotyki, ale jest też drugie dno, jako teksty polityczne. I do dziś jest taka paralela: polityka, erotyka, o której on mówił w utworach np. “Śmierć w bikini” czy “Mój Imperializm”. A to nic innego jak schemat, w jaki sposób funkcjonuje państwo w systemie totalitarnym. Państwo jako pałka, jak to mówił Lenin. Gdzie my jesteśmy szarym monolitem, a są ci równiejsi, którzy nami rządzą.

Ciechowski na początku lat 90. napisał utwór “Koniec czasów”, w którym opisał problem znalezienia się artysty w nowej rzeczywistości. Jakie dostrzegasz różnice między Republiką z lat 80. a 90.?

Dla mnie są to dwa zespoły.

Można mówić, który był ważniejszy?

Nie. Republika z lat 80. była bardzo wyrazista, ja przynajmniej bardziej utożsamiam się z tamtym zespołem. To wynika też z faktu, że moje postrzeganie świata było bardziej intensywne i bardziej skoncentrowane na muzyce. Nie zajmowałem się niczym innym, tylko chodzeniem do szkoły i słuchaniem muzyki. Wtedy poznawałem longplaye, zaczynałem chodzić na koncerty, ale Republika lat 81-86 była wyraźniejsza. Była kompendium właściwie wszystkiego, od przekazu tekstowego, muzycznego, bardzo surowego, poprzez ubiór muzyków, gdzie nie było mowy o żadnych kolorach, dominowała czerń i jakieś akcenty bieli. Republika od roku 1990 do 2001 to zespół, który był bardzo dobry, miał swój przekaz, ale już nie był tak silnie ujednolicony, co widać po koncertach. Wprowadzono nowe instrumentarium, pojawił się Jose Torres. To były próby stworzenia zespołu rozbudowanego brzmieniowo. Republika z lat 80. miała silniejszy przekaz, ta druga również była doskonała, jednak być może przez pewien filtr, który polegał na tym, że studiowałem, miałem więcej obowiązków, nie przeżywałem tego aż tak bardzo intensywnie. Oczywiście, jako wierny fan przychodziłem na wszystkie koncerty, które były w Toruniu, ale moim zdaniem to już była taka Republika nr 2.

Miałeś okazję poznać osobiście Ciechowskiego?

Tak, dwukrotnie. Po raz pierwszy, gdy miałem 13 lat. Odważyłem się jesienią 1984 roku pójść z płytą “Nowe Sytuacje” do domu Grzegorza. Bardzo emocjonalnie przeżyłem to spotkanie. Otworzyła mi teściowa, zapytałem czy mogę prosić pana Grzegorza o autograf. Odpowiedziała: “Tak, Grzegorz jest teraz w łazience, proszę sobie usiąść i poczekać”. Siedziałem i czekałem mając niesamowitą tremę.

I jak cię przyjął?

Niesamowicie i mówię to bez kokieterii. Potraktował mnie jako bardzo poważnego słuchacza i fana. Na domiar złego wziąłem ze sobą długopis, który nie pisał. Grzegorz próbował zrobić pierwszy ruch autografu, a długopis nie zadziałał. Poszedł więc ze spokojem po swój długopis. Mam zatem ciekawy ślad na analogu “Nowych Sytuacji”.  Potem miałem okazję spotkać Grześka w 1999 roku. W Toruniu grała wówczas WOŚP, a ja występowałem ze swoim zespołem Doktor C, dokładnie przed Republiką. Kiedy skończyliśmy grać, podszedłem do Grzegorza i powiedziałem: “Panie Grzegorzu, ileś lat temu byłem u pana po autograf na ulicy Popiela. Teraz chciałbym się zrewanżować i dać panu swoją płytę.” Grzesiek oczywiście ją przyjął, bardzo się ucieszył i co ciekawe, podobno słuchał jej w drodze do Warszawy. Wiem z pewnego źródła, że Doktor C zrobił na nim bardzo duże wrażenie. Były nawet pierwsze rozmowy na temat produkcji płyty. Niestety nie było nam dane rozpocząć współpracy.

Była rywalizacja między Republika a np. Lady Pank?

Ja tego nie odczuwałem jako rywalizację między zespołami. To się brało ze złośliwości. Pamiętam, że kiedy chodziłem do podstawówki, później do liceum, byłem brany za jakiegoś innego. Chodziłem ubrany na czarno i pytano mnie, czy mam jakąś żałobę w rodzinie. Nie odczułem tego, że Lady Pank jest lepszym zespołem, a ja generalnie słucham jakiejś kanciastej muzyki. Może w większych ośrodkach np. w Warszawie coś takiego funkcjonowało. Ja raczej nie zajmowałem się takimi rzeczami, Republika to był przekaz, koncerty, płyty, pokój cały w plakatach. Zresztą Lady Pank też słuchałem i do tej pory mam ich wszystkie płyty.

Symbolika Republiki jest nadal istotna?

Myślę, że to kod, który nadal funkcjonuje. Kiedy są koncerty pamięci Grzesia Ciechowskiego albo Dzień Białej Flagi ta symbolika odżywa, sceny są dekorowane. To kod, który bardzo poważnie wpisał się w historię Torunia.

W tym momencie szef kawiarni włącza płytę “Nowe Sytuacje”.

O właśnie. To się nazywa wyczucie czasu. Wracając, trochę mi było szkoda, kiedy Republika zaczęła w latach 90. odchodzić od tej symboliki. Na przykład okładka “Republiki Marzeń” była zielona. Jako staremu fanowi to gdzieś mi przeszkadzało. Wiadomo, zespół chciał się rozwijać.

Tym bardziej, że Zachód nacierał.

To prawda, trzeba było wszystko trochę inaczej ugrać, żeby to było atrakcyjne. Jednak ten podstawowy kod istnieje i wraca się do niego. Byłem niedawno z kolegami z zespołu Half Light w sklepie. Były czarno-białe talerze. Kupiliśmy je naszej koleżance jako prezent republikański, zresztą bardzo się ucieszyła.

Masz wrażenie, że przyszłość, jeśli chodzi o koncerty Ciechowskiego, będzie rysowała się tak kolorowo jak do tej pory?

Bardzo dobrze, że są takie imprezy.

A jak jest z frekwencją?

Myślę, że z grudniowymi koncertami jest coraz lepiej, że Od Nowa staje się zbyt mała na te koncerty. Oprócz ortodoksyjnych fanów przychodzą też ludzie z zewnątrz. Na Dniu Białej Flagi jest mniejsza frekwencja, ale to są fani bardzo zagorzali, którzy od lat przyjeżdżają do Torunia i są z zespołem praktycznie od 1981 roku.

Ciekawe jest to, że na grudniowe koncerty przychodzą też ojcowie z synami.

Co bardzo mi się podoba. Ostatnio powiedziałem, że za rok też przyjdę ze swoim synem.

Ile ma lat?

Siedem. Uważam, że na kilka pierwszych godzin może przyjść, niech poczuję tę atmosferę. Były już takie dzieci w zeszłym roku. Także ostatnio na Dniu Białej Flagi był mały Kaziu, który bardzo dobrze przeżył całą imprezę. To bardzo dobrze, że rodzice wprowadzają swoje dzieci w pewien kanon kulturowy. Republika to nie tylko muzyka. To pewien styl życia, myślenia, pewnej wrażliwości i to jest przekazywane świadomie lub nieświadomie. Kiedy słucham “Białej Flagi”, mój syn nagrywa to na telefon i już sobie włącza. Ja jestem wtedy szczęśliwy, że omija go ten cały chłam, który jest w dzisiejszych mediach maksymalnie promowany. Niedawno na Dniu Białej Flagi były dwie szesnastolatki. Podpytałem skąd zainteresowanie i przyznały, że od rodziców. Jednocześnie wspomniały, że w szkole czy klasie raczej nikt nie wie, że istniał taki zespół jak Republika.

Spotkałem się niedawno z coverem jednej z piosenek Republiki w wykonaniu młodego, dość komercyjnego zespołu. Pamiętam jeden z komentarzy pod filmem: “No, fajnie śpiewasz, ale ten tekst jest jakiś słaby”.

Niestety tak jest. Kiedy David Bowie śpiewał utwór “The Man Who Sold The Word”, młodzież zaczęła się cieszyć, że starszy pan śpiewa utwór Nirvany.  Tak będzie coraz częściej, że covery będą dla niektórych wersją podstawową, nie wiedząc, że są to utwory Republiki.

Można zaryzykować stwierdzenie, że Republika wychowała pokolenie?

Tak. Mało tego, można powiedzieć, że jest to nadal proces aktywny. Nie wiem czy wychowanie to najlepsze słowo. Uznajmy że w latach 80. ukształtowała młodzież, która miała podobną wrażliwość. Teraz dzieje się podobnie, Republiki słuchają ludzie, którzy nie byli na koncertach zespołu, bo po prostu nie zdążyli.

Pewnie słyszałeś też o projekcie “Ciechowski Klasycznie”, który tworzą młode artystki.

Oczywiście. Kiedy zbieramy materiały do książki, to rozmawiamy z osobami, które nigdy nie miały okazji usłyszeć Republikę na żywo, bo kiedy Grzegorz zmarł, miały po 10,11 lat. Nie mówiąc już o Republice z lat 80. z Pawłem Kuczyńskim, którą mogą wspominać tylko starsze osoby.

Wracając na moment do koncertów pamięci Ciechowskiego. Jak się ta publiczność rozkłada geograficznie, przyjeżdżają ludzie z całej Polski?

Tak. To jest zjawisko oparte na fenomenie. Przyjeżdżają osoby, które wywodzą się z różnych części kraju, a nawet z zagranicy np. z Munster. Geograficznie to rozprzestrzenia się na pół świata.

Jak oceniasz projekt, który powstał pod nazwą “Nowe Sytuacje”. Warto?

Z kilku powodów warto, ponieważ to szansa dla młodych osób, aby usłyszeli na żywo cały materiał z pierwszej płyty Republiki. Projekt tworzy poważna część Republiki, trzy filary zespołu, czyli Sławek Ciesielski, Leszek Biolik i Zbyszek Krzywański.

Ta symbolika jest podwójna, bo zespół zagrał też w Jarocinie.

Faktycznie. Jest mi ogromnie przykro, że brakuje w tej układance Grzesia Ciechowskiego, niestety tej straty nie da się wypełnić. Tak samo, zespół Queen próbuje grać z różnymi wokalistami, ale to nie jest ten sam poziom. Cieszę się, że grają, że prezentują tę muzykę, ale brakuje filaru. Przepraszam chłopaków, że tak mówię, ale myślę, że oni doskonale wiedzą, że Grzesia nie da się zastąpić i chyba nie to jest celem projektu “Nowe Sytuacje”.  Bardzo kibicuję i rozumiem chłopaków, bo jest olbrzymia część ich życia i wspaniała historia. Rzecz pewnie najważniejsza obok życia rodzinnego.

Zastanawiałeś się jak wyglądałaby Republika, gdyby Ciechowski żył?

Grzegorz zawsze był z muzyką do przodu.

To prawda, mówi się, że wyprzedzał swoje czasy.

Dokładnie. Teraz Republika mając narzędzia w postaci technologii i będąc spełniona artystycznie,  mogła tworzyć eksperymentalne cuda. To tak jak David Bowie nagrał po latach płytę “Outside”, gdy mógł sobie pozwolić na płytę trudną, właściwie zrozumianą tylko przez fanów. Tak samo Grzegorz mógłby stworzyć album, który byłby kontrowersyjny i skierowany tylko do jakiejś niszy. Zresztą tak było zawsze, Republika była ekskluzywnym zespołem. Grzesiek kiedyś powiedział, że nie potrafi robić takich hitów jak Budka Suflera, ale gdy trafił do fanów, to była grunt na zawsze. Mówił też, że gdyby ponownie miał zadebiutować, to tworzyłby muzykę opartą na krótkim przekazie, najpewniej byłoby to trio z mocnym dźwiękiem i krótkim przekazem hasłowym. On to próbował robić np. w utworze “Moje modły” czy “Mówca”.

Nie masz wrażenia, że paradoksalnie, zespoły mogły łatwiej zaistnieć w latach 80.?

Tak, to jest paradoks naszych czasów.

Mamy mnóstwo narzędzi?

Rzeczywiście, jest straszne rozproszenie, co jest zgubne dla artysty. Mamy mnóstwo portali muzycznych, stacji radiowych, ale dziś żeby się przebić, artysta musi wydać setki utworów i liczyć, że będzie miał szczęście. Kiedyś było o tyle łatwiej, że były cztery podstawowe kanały, które umożliwiały zespołowi dojście do odbiorców. Pierwszy to Trójka. Kiedy trafiło się na listę Marka Niedźwieckiego, to zespół był sławny. Tak samo było z Jarocinem. Kolejny środek to telewizja, której Republika unikała w początkowej działalności.

Trójka chyba nadal pełni taką funkcję, tyle że dociera do nurtu alternatywnego.

To prawda, to jest dokładnie taka sama zależność jak w latach 80., tyle że teraz artysta staje się znany w jakimś kręgu alternatywnym. Radio było bardzo silnym kanałem przekazu, tak samo jak płyty. Kiedy nakład wynosił 700 tysięcy egzemplarzy, to przekaz musiał być silny. Jeżeli teraz nakłady są po 10 tysięcy, wtedy taka ilość służyła na rozruszanie maszyn produkcyjnych.

Dziś dostaje się złotą płytę za sprzedanie 15 tysięcy egzemplarzy.

Zgadza się, więc o czym my mówimy. Oczywiście, Internet pełni dużą rolę, ale tak samo jak pomaga, to też przeszkadza, bo zespół jest promilem w oceanie muzyki. Można wrzucić utwór na YouTube, który jednak funkcjonuje z bilionem innych piosenek. Kiedyś muzyka była traktowana jako kultura, teraz istnieje jako konsumpcja.

Jako dodatek?

Tak, do jedzenia, do gazety. Jeśli idziemy do sklepu widzimy kosze z płytami, które powinny być szanowane, mieć swoje miejsce na półce, a tymczasem grzebie się w nich jak w ziemniakach. Kiedyś były dyskusje w klubach o różnych płytach, teraz głównie ogranicza się to do wysłania mp3, po czym jeśli słuchaczowi nie podoba się pierwsze 15 sekund, wyłącza i włącza następny utwór. Nie wiem czy jest tak z innymi dziedzinami sztuki, ale muzyka została zdegradowana.

Da się zatrzymać ten proces?

Trudno powiedzieć, ale mocno wierzę w  ludzką wrażliwość.

Twój ulubiony album Republiki?

Zdecydowanie “Nowe Sytuacje”. To płyta, która do dziś mnie poraża, tam nie ma zbędnych rzeczy, wszystko się zgadza. Drugi album to “Nieustanne tango”, również świetna płyta, choć już bardziej rozbudowana. Jeśli chodzi o drugi okres działalności Republiki, wymieniłbym “Siódmą pieczęć”. Nie ze względu na brzmienie, bo słyszę tam mało Republiki, raczej klimat z lat siedemdziesiątych. Za to warstwa tekstowa jest idealna, ta płyta to tomik poezji.

Rozmawiał: Tomasz Błaszkiewicz

fot. materiał promocyjny