Relacjeprzemek

Same Suki w Innej Beczce

Relacjeprzemek

Same Suki w Innej Beczce
Łódź/1.07.2015

Folku jednak da się słuchać!

Jeśli muzyka folkowa istnieje w waszej wyobraźni wyłącznie jako zespoły pań raczej starszych niż młodszych, w przepastnych kiecach w ludowe desenie, które rzewnie zawodzą o Jasieńkowych ockach, Kasinych niespełnionych miłościach i sielskim życiu na wsi, to musicie posłuchać Samych Suk. Nie wyglądają co prawda jak prawdziwe słowiańskie dziewoje rodem z teledysku Donatana i Cleo, ale zapewniam Was, że mają o wiele, wiele więcej atutów do zaprezentowania niż wspominane panie.

Po pierwsze: ciekawe kompozycje. Różnorodność używanych przez dziewczyny instrumentów (suka biłgorajska, rebab turecki, skrzypce, fidel płocka, gadułka, bendir, cajon, instrumenty perkusyjne czy wiolonczela) gwarantuje ciekawe, wielopłaszczyznowe brzmienie. Umiejętne wyciąganie maksimum możliwości z każdego instrumentu i operowanie całą gamą brzmień, jakie te oferują, sprawia że mamy pewność, że słuchamy żywej muzyki, muzyki, która pulsuje, zmienia się, która ma swoje humory. Raz jest łagodna i delikatna, żeby za chwilę pokazać pazur, zaatakować. Raz atakuje uszy nieznośnymi piskami, darciami i trzaskami, a za chwilę kołysze się na falach spokojnej melodii. Rasowa suka.

Po drugie: inteligentne teksty. Zadziorne, zmuszające do myślenia, współczesne albo chociaż uwspółcześnione, zabawne, często śpiewane w sposób performatywizowany co sprawia, że ich wymowa jest jeszcze mocniejsza. Czy to z przekazem feministycznym (“Równochuć”) czy ekologicznym (“Drzewo”) bez skrępowania mówiące o tym, co boli dziewczyny, z czym się nie zgadzają. Nie ma w nich miejsca na puste frazy, które miałyby tylko przysporzyć “niedzielnych” słuchaczy fałszywie nucących Same Suki pod nosem przy rozpalaniu grilla.

Po trzecie: doskonałe umiejętności wokalne Magdaleny Wieczorek-Duchewicz. Od szeptu do krzyku poprzez opętańczy śmiech, Magda wie jak wydobyć moc ze swojej przepony i strun głosowych. Tego nie da się opisać, tego trzeba posłuchać. Najlepiej na żywo, bo wtedy skala jej głosu zwiększa się o 200% w stosunku do tego, co można usłyszeć na “Niewiernych”. Poza tym Magda jest doskonałą konferansjerką. Nie wiem kiedy poprzednio bawiłam się tak znakomicie, jak na koncercie Samych Suk. Im dłużej chodzę na koncerty, tym mocniej uświadamiam sobie, jak istotne jest zbudowanie dobrej więzi z publicznością. Czasami doskonałe brzmienie i perfekcyjne wykonanie swoich utworów to dopiero połowa sukcesu. Drugą jest kontakt z publicznością, umiejętne zagadanie jej, rozbawienie, zwrócenie jej uwagi na jakiś detal. W tej kwestii dziewczyny są niezawodne.

Po czwarte: poczucie humoru. Śmiech z siebie samych, ze swoich sucharów, z dowcipów w stylu “jak nazywa się sznurek pochodzenia zwierzęcego?” (kotlina), z gaf popełnionych na innych koncertach. Śmiech z publiczności i z publicznością. A do tego doskonała zabawa na własnym koncercie. Gdy Suki pojawiają się na scenie i zaczynają grać, można odnieść wrażenie, że doskonale się bawią. Koncert nie jest dla nich smutnym obowiązkiem.

Po piąte: względy wizualne. Dziewczyny są po prostu piękne. O tym możecie się akurat przekonać oglądając galerię zdjęć z łódzkiego koncertu. Zapraszamy.

Sandra Kmieciak