Setting the Woods on Fire – “Ruins EP”

Setting the Woods on Fire – “Ruins EP”
Engineer Records/2011

Raz, dwa, trzy, cztery, pięć.

Raz:
“Quickstop” to prawdziwa petarda, choć zaczyna się niepozornie. Świetne, przenikające się wokale Marcina i Dominika. Świetny riff. I energia, która rozsadza głośniki. To jest właśnie nowoczesny hardcore. Jednak chłopaki nie zapominają o latach 90., nad rozedrganym riffem unosi się duch Teksańczyków z At The Drive-In.

Dwa:
“December Decay” razem z “Quickstop” jest znany od listopada i choć słucham go od tamtej pory niemal bez przerwy, to ciągle przy nim doznaję. Od samego początku do końca. Post-rockowe pejzaże przeplatają się z brutalnością screamo, przebojowe melodie są przykryte pod warstwami buczących gitar. No i ta perkusja od pierwszych uderzeń zapowiada coś epickiego. Przez długi czas myślałem, że to najlepszy utwór STWOF, ale to nie do końca prawda, o czym za chwilę.

Trzy:
“3,2,1 Gone” może służyć jako podkład w reklamach szamponów 2w1, bo podobnie do nich spełnia dwie funkcje. Zaczynamy od prostego, ale nie banalnego punku, znów ze skandowanymi wokalami. Takiego punku idealnego do jazdy na deskorolce. Druga część jest bardziej wymagająca. Więcej w niej kombinowania i apokalipsy.

Cztery:
“We’re Falling”. Zaczyna się od posępnych klawiszy, a potem robi się wręcz metalowo. Wybuchy gitarowej agresji są tonowane przez wręcz balladowe momenty. Huśtawka nastrojów gwarantowana. Są też momenty noise’owe, pełne przepięknej kakofonii. Moje myśli biegną prosto do Circle Takes The Square. “We’re Falling” jest zdecydowanie najlepszą kompozycją Warszawiaków. W niej pokazują pełnię swoich możliwości.

Pięć:

Nie mogli wybrać lepszego tytułu. “Ruins” jest jak muzyczna apokalipsa, nic nie zostanie po jej przejściu, nawet fundamenty. Trzeba było czekać na te piosenki ponad dwa lata, ale wynagradzają one z nawiązką ten czas.

Jak zawsze przy okazji świetnej płyty polskiego zespołu, który jeszcze na dodatek posługuje się nienaganną angielszczyzną, chcę się napisać, że to właśnie oni mogą być naszym towarem eksportowym. W przypadku STWOF to stwierdzenie jest nieadekwatne, ich już wydaje zagraniczna wytwórnia, bo nikt nie chciał ich wydać w Polsce. Jak to szło?  Cudze chwalicie, swego nie znacie. To właśnie macie szanse poznać. Warto, warto i jeszcze raz warto.

Michał Wieczorek