Shugo Tokumaru – “Port Entropy”

shugo-tokumaru-port-entropy.jpg Shugo Tokumaru – “Port Entropy”
City Slang / 2010

Europejski Japończyk.

W dzieciństwie namiętnie słuchał Beatlesów i japońskiego popu. Doświadczenia odcisnęły piętno na jego twórczości – wiele kompozycji wyróżnia się przystępnością. Utwory są krótkie i podobnie jak u kwartetu z Liverpoolu obfitują w refrenowe repetycje fraz. Zazwyczaj jest to kilka morfemów lub króciutkich wyrazów; Tokumaru śpiewa wszak po japońsku.

Jednoosobowa orkiestra. Geniusz. Japończyk sam tworzy aranżacje, gra, produkuje, miksuje. Wykorzystuje instrumenty powszechnie znane (gitara, ksylofon, akordeon), jak i te częściowo już zapomniane albo niepopularne na Zachodzie. Ze względu na fascynację instrumentami i zamiłowanie do eksperymentowania, zdarza mu się uciekać od popu, by wprowadzić bardziej folkowy klimat. Poprzez obcowanie z muzyką europejską jego kompozycje na pewno nie są zbyt egzotyczne, odstraszające, nietutejsze. Japoński Owen Pallett (Final Fantasy), czy Stephen Wilkinson (Bibio).

Choć jego demo powstało dopiero w 2003 roku (urodził się w 1980), to od tego momentu nagrał już kilka albumów. Wydany w Azji i Europie w 2010 “Port Entropy” cieszy się mniejszym uznaniem wśród krytyków niż poprzednik, czyli “Exit”, lecz sprzedaje się znacznie lepiej. Trwającą prawie 40 minut podróż rozpoczynamy od króciutkiego wstępu i kilku bardzo chwytliwych melodii. “Tracking Elevator” zdradza główne atuty Japończyka: bogate aranżacje, repetycje i uroczo śpiewany refren z którego przeciętny Europejczyk zrozumie jedynie Tracking elevator. Podobnie zresztą jest z piosenką “Lahaha“.

Szkoda, iż najmocniejszych argumentów artysta pozbywa się tak szybko. Na szczęście zanim się totalnie zasłodzimy i w konsekwencji zanudzimy – podróż się kończy. Gdyby ograniczał się do minialbumów, krytyka by go zagłaskała. Boć w małych dawkach Tokumaru rozkłada na łopatki. Podziw budzi umiejętność tworzenia skomplikowanych, ale jednocześnie urzekająco przystępnych struktur. Po wielu przesłuchaniach zaczynają się jednak mdłości i jedno z nielicznych słusznych ludowych porzekadeł znajduje zastosowanie – co za dużo to niezdrowo. Częste spożywanie cukierków szkodzi.

Łukasz Stasiełowicz