Sigur Rós – “Kveikur”

Sigur Rós – “Kveikur”
XL Recordings/2013

Inaczej, ale nie do końca.

Styczeń to czas na rynku muzycznym bardzo specyficzny. Nowych albumów ukazało się jeszcze mało, jest więc czas, by podsumowywać w dalszym ciągu rok poprzedni. Nadrabiać zaległości, zająć się albumami, które z jakiegoś powodu nas ominęły. Ewentualnie posłuchać płyt, które w momencie wydania były mocno hajpowane, a na których słuchanie “na zimno” pozwala dystans czasowy. Jednym z ważnych krążków, do których warto będzie wracać po dłuższym okresie czasu jest “Kveikur”, najnowszy krążek islandzkiej Róży Zwycięstwa.

Od pewnego czasu Sigur Rós wydają się być zespołem mocno poszukującym. Wesołe, bardzo pozytywne, obfitujące w niemal popowe melodie, przepełnione chęcią życia “Med sud í eyrum vid spilum endalaust”, o którego klimacie wiele mówi utrzymana w jasnych kolorach okładka z hasającymi po łące golasami, różni się przecież znacznie od ambientowego, oszczędnego w środkach “Valtari”. A z kolei “Kveikur” to najbardziej niepokojąca, mroczna płyta grupy, nieprzypominająca (przynajmniej momentami) żadnych przeszłych dokonań Jonsiego i spółki.

Jonsi mówił o płycie w jednym z wywiadów jako krążku bardziej eksperymentalnym. Powodem miało być opuszczenie grupy przez Kjartana Sveinssona, związanego z nim przez kilkanaście lat. Dlatego również konieczne było większe niż dotychczas wykorzystanie komputerów, dzięki czemu słyszalne są delikatne inspiracje dubstepem. Tym, co mogło sprawić, że “Kveikur” brzmi w taki sposób, prawdopodobnie było założenie, z którym członkowie Sigur Rós przystępowali do nagrania. W okresie pracy nad utworami i ich komponowania odbyła się całkiem poważna dyskusja, w rezultacie której ustalono, że longplay ma być inny, nie precyzując jednocześnie, w jakim kierunku pójdzie muzyka. Dzięki temu efekty są moim zdaniem (a że nie jest to wyłącznie moja opinia, świadczy pierwsze miejsce w rankingu rateyourmusic za rok 2013) wyjątkowo intrygujące i interesujące. Jednocześnie niepokojący, mroczny klimat albumu, o którym wspomniałem na samym początku tekstu, nie jest czymś cechującym całość materiału. Dotyczy to właściwie wyłącznie dwóch utworów, które są czymś nowym w twórczości Isladczyków i chyba z tego właśnie wynikają uogólnienia pojawiające się w wielu recenzjach (często zwraca się uwagę na ciężar i agresję w odniesieniu do wszystkich 9 kawałków, składających się na płytę).

Nie jest więc tak, że “Kveikur” to coś zupełnie nowego. Pojawiają się również takie utwory, jak cudowny, mój ulubiony “Stormur”, który równie dobrze mógłby znaleźć się na “Takk” i wcale nie wypadłby gorzej niż takie sigurowe klasyki jak “Glosoli” czy “Hoppipolla”.

Ciekawi mnie, w jakim kierunku podążą Islandzycy na kolejnych albumach. Czy “Kveikur” to znak większych zmian, których sygnałem miałby być utwór tytułowy czy może to tylko jednorazowa ciekawostka. Która z tych opcji okaże się tą prawdziwą, okaże się za rok, dwa. Jakkolwiek by nie było, “Kveikur” to płyta przykuwająca uwagę już od pierwszych dźwięków. Do słuchania w ciemności, przy zgaszonym świetle, gdy nic nie jest w stanie nam przeszkodzić. Warto zatrzymać się na dłużej, odpocząć, zamknąć oczy, wsłuchać się w niezwykłe dźwięki tworzone przez Sigur Rós. A wtedy nasz umysł wypełni się przejmującymi obrazami. To kolejny aspekt tej muzyki. Wyjątkowo działa na wyobraźnię. Jeden z ważniejszych krążków 2013 roku.

Jakub Buszek