Silver Rocket – “Tesla”

silver_rocket_tesla_cover.jpg Silver Rocket – “Tesla”

Silver Rocket, zespół kompozytora, multiinstrumentalisty i producenta muzycznego Mariusza Szypury, wydał we wrześniu kolejny album. Płyta inspirowana jest życiem i twórczością niedocenionego geniusza i wynalazcy Nikola Tesli i zatytułowana jest po prostu: “Tesla”. Do udziału w projekcie  Szypura zaprosił licznych gości, m.in. Marsiję (Loco Star), Tomka Makowieckiego, Monikę Brodkę, Tomka Ziętka (Pink Freud, Loco Star), Patryka Stawińskiego (ex-Homosapiens, Loco Star), Marcina Majkowskiego (ex-Afropol).

Już od pierwszych dźwięków uwagę zwraca misterność aranżacji. Przepięknie snujące się melodie we wszystkich partiach instrumentów, uzupełniają się nawzajem, tworząc finezyjne podłoże dla melodii głównej.  Słychać tęcze barw: subtelne partie smyczkowe, delikatny fortepian, łagodne flety i mnóstwo jeszcze innych wyrafinowanych środków. Wyszło z tego bardzo zgrabne połączenie retropopu ze współczesnymi brzmieniami.

Mówiąc o tej płycie nie da się wyodrębnić szczególnie wyróżniających się utworów. Wszystkie utrzymane są w podobnej specyfice, a zarazem wyprodukowane na bardzo wysokim poziomie i każdy z nich nadaje się na singiel promujący (po pierwsze ze względu na jakość, po drugie – każdy idealnie wpasowuje się w klimat dźwiękowy całego krążka i każdy może go z powodzeniem reprezentować).

Po raz pierwszy spotkałam się z tak dokładnie przemyślanym i opracowanym koncept-albumem. Wszystkie utwory poświęcone są wybranym momentom z życia Tesli (polecam podczas słuchania zapoznać się z tym), a jest ich dokładnie 9 (zgodnie z tym, że pod koniec życia Tesla  uznawał jedynie liczby podzielne przez 3). Ponadto oprawa graficzna płyty stworzona została w stylistyce przełomu XIX i XX w., a okładkę zdobi nie kto inny jak sam wynalazca. Najważniejsze jest jednak brzmienie krążka, które jest dopracowane w każdym szczególe i bardzo spójne.

Skoro więc wszystkie piosenki są w podobnym nastroju, to czy album jest nudny? Nic z tych rzeczy. Monotonny? Ależ skąd! Melancholijny? Może trochę, ale nostalgia wpisana jest w koncept tego albumu, ogarnia ona zwłaszcza po zapoznaniu się z życiorysem Tesli… Jednak ten melancholijny nastrój wcale nie przygnębia, a raczej przywodzi na myśl miłe skojarzenia, przyjemnie odpręża i relaksuje.

Płyta wyszła w odpowiednim czasie – będzie idealna do słuchania długimi jesiennymi wieczorami przy ciepłej herbatce z kardamonem. Jest tak przecudnie zaaranżowana i bogata w tyle urokliwych melodii, że z pewnością olśni każdą wrażliwą duszyczkę swoim niepowtarzalnym i wyjątkowym nastrojem.

Anna Lenarcik