Simian Mobile Disco – “Unpatterns”

Simian Mobile Disco - “Unpatterns
Wichita/2012

Simian Mobile Disco robi krok do przodu.

Simian Mobile Disco to jedna z tych formacji, która ani mnie nie grzeje, ani nie ziębi.  Z koncertu na Open’erze nie pamiętam totalnie nic i nie ma to związku z żadnymi używkami czy wydarzeniami towarzyszącymi obserwacji występu. Taka muzyka wlatuje jednym uchem, a drugim ucieka. Najnowsze dzieło, czyli “Unpatterns” z pewnością nie wpłynie na modyfikację mojej opinii, choć zmiany, jakie zostały zaproponowane są zmianami na lepsze.

Dziewięć utworów zgromadzonych na “Unpatterns” to nic innego jak zestaw piosenek przeznaczonych do zabawy. Koszulki po hulankach nie będą jednak totalnie mokre, bo tym razem panowie postanowili troszeczkę wyluzować i poeksperymentować. W konsekwencji zaryzykowali dość sporo, bo o sukcesie komercyjnym mogą zapomnieć, a i jest wielce prawdopodobne, że kilku dotychczasowych fanów poszuka sobie nowych idoli.

Na “Unpatterns” słychać doskonale, że Jas Shaw i James Ford starannie odrabiają lekcje i tworzenie muzyki jest dla nich pasją przeogromną. Niestety, można odnieść wrażenie, iż w niektórych momentach chyba dobrze bawią się tylko oni.  Płyta ma początek niesamowicie obiecujący. Hipnotyzujący “I Waited For You” to jeden z najlepszych utworów, jaki został stworzony przez Simian Mobile Disco. Potem jednak jest już nieco gorzej i odpowiednią reakcją w pewnym momencie staje się niedosyt. Minimalizm charakterystyczny dla lat dziewięćdziesiątych to niekoniecznie to, czym należy się podniecać w 2012 roku. Nie wiem też, czy odpowiednią strategią było stworzenie płyty niemal całkowicie instrumentalnej. W wielu momentach aż się prosi, by ktoś wyśpiewał chociaż jedno słowo, ale nic z tego. Nigdy nie sądziłem, że będę tęsknił za Beth Ditto, której gościnny udział na poprzedniej płycie był świetny. Jeśli już Shaw i Ford zdecydowali się na taki krok, to wydaje się, iż odpowiednią drogą powinno być dopieszczenie utworów do ostatniego elementu. Brakuje nieco fajerwerków, bo najzwyczajniej “Unpatterns” w pewnym momencie zaczyna nudzić (najlepszy przykład: “The Dream of the Fisherman’s Wife”). Pewne ożywienie przynosi “Put Your Hands Together”, ale to trochę za mało.

Szansa na stworzenie czegoś wielkiego była spora. Dostaliśmy materiał solidny. Można ponarzekać, można się zachwycić, ale koniec końców do płyty zbyt często wracać nie ma po co.

Michał Stępniak