Ballady i Romanse – “Ballady i Romanse”

ballady_okladka_320.jpg Ballady i Romanse – “Ballady i Romanse”

Marszandzi z warszawskiej galerii Raster coraz poważniej zabierają się za wspieranie i wydawanie muzyki. Dwa lata temu Raster wydał płytę-hołd dla jednego z najwybitniejszych polskich poetów XX wieku – Władysława Broniewskiego. Na albumie znalazły się między innymi utwory Świetlickiego, Brudnych Dzieci Sida i Eldo. Do tego piosenka sióstr Zuzanny i Barbary Wrońskich i zespoły, w których grają: Pustki i Meble.

Nie wiem czy na świecie galerie sztuki wspierają muzyków i w jaki sposób, ale wydaje mi się, że jest to akcja dość niespotykana. Muzyka promowana przez galerie sztuki kojarzy mi się z całkowitą awangardą, która w pewien sposób nawiązuje do wystawy. Sióstr Wrońskich awangardowymi nie można nazwać, do żadnej wystawy też nie nawiązują.

Ballady i Romanse to Zuzanna Wrońska (zespół Meble) i Barbara Wrońska (bardziej znany zespół Pustki). Pierwszy raz usłyszałem je na płycie poświęconej jednemu z moich ulubionych poetów, wykonywały jeden z moich ulubionych wierszy (“Ballady i romanse”). Bardzo mi się spodobała ich interpretacja tego wiersza, od tego czasu szukałem jakiś nagrań – znalazłem tylko kilka piosenek na youtube. Trochę o nich zapomniałem, a niedawno przeczytałem informację, że wydają płytę…

Po tytule “Ballady i Romanse” spodziewałem się bardzo poważnego wydawnictwa, takiego samego jak piosenka zawarta na “Broniewskim”. “Ballady i Romanse” to wiersz o tematyce holocaustowej, na tej płycie takich tematów nie będzie – wręcz przeciwnie. Cała płyta traktuje o życiu sióstr, Warszawie, wspomnieniach i najbardziej przeciętnych sprawach, jakie mogą spotkać człowieka w XXI wieku.

Teksty (tak jak muzyka) są niezobowiązujące i bardzo przyjemne, napisane z niespotykaną w polskiej muzyce lekkością. W końcu Zuzanna jest copywriterką i wie co chcą usłyszeć ludzie. Czasami coś się rymuje, ale zazwyczaj jest to ciąg skojarzeń – luźno opowiedziane historie. Myślę, że może się to spodobać nawet zwolennikom grafomanii spod znaku Marii Peszek czy Czesława, który śpiewa.

Na “Balladach i Romansach” słychać klawisze, elementy perkusyjne, skrzypce, gitary i wokal obydwu sióstr. Aranżacje są skromne i szybko wpadają w ucho, a potem męczą człowieka przez resztę dnia jak uciążliwie powtarzające się loopy w przydługiej hiphopowej piosence. Tutaj utwory są krótkie, nie trwają więcej niż pięć minut – to też wpływa dobrze na odbiór albumu. Ponoć nagranie tej płyty było bardzo spontaniczne – studio było całkowicie amatorskie i znajdowało się w mieszkaniu jednej z sióstr; Zuzanna przynosiła teksty, a Barbara na bieżąco komponowała do nich muzykę. Na płycie pełno jest błędów i niedociągnięć – to jedna z większych zalet tej płyty. Słuchacz ma wrażenie, że jest właśnie na kameralnym koncercie albo właściwie na wieczorku muzycznym młodych debiutantów… “Dobrze ja będę się też starała skupiać na śpiewaniu” – słyszymy na początku “Laleczki”, ostatniej piosenki na płycie.

Bardzo się cieszę, że mogłem posłuchać tej płyty. Po pierwsze: po zauroczeniu siostrami na “Broniewskim” traciłem powoli nadzieję, że usłyszę je kiedyś na płycie, po drugie: wreszcie ktoś w Polsce zrozumiał, że do muzyki trzeba podejść z radością, entuzjazmem i wcale nie trzeba tego robić w profesjonalnym studio. Siostry Wrońskie mają chyba najbardziej luźne podejście do piosenki na polskiej scenie muzycznej, a na zachodnich portalach muzycznych na pewno dostałyby etykietkę “lo-fi” (słusznie).  Czekam teraz na koncerty, kolejne nagrania i kolejne wydawnictwa wspierane przez Galerię Raster…

PS W każdej recenzji “Ballad i Romansów”, którą czytałem musiało znaleźć się porównanie sióstr W. do CocoRosie. Oprócz tego, że są siostrami i nagrywały muzykę w swoich mieszkaniach to nic ich nie łączy, ale… każdy sposób na promocję jest dobry ;).

Filip Lech