Skadja – “Jest M”

Skadja – “Jest M”
Antena Krzyku, Open Sources / 2011

Egzystencjalizm w cyfrowej epoce.

W porównaniu do solowej płyty Krojca debiut projektu Skadja jest mniej spoisty. Nie ma się co dziwić, wszak spotykają się tutaj dwie osobowości. Koherencja była wielkim atutem “Kid’78″ (tutaj recenzja), lecz w zależności od preferencji niektórzy mogą postawić na różnorodność, a tę gwarantuje właśnie “Jest M”. Również tutaj słychać echa przeszłości, już pierwsza piosenka przybliża klimat drugiej połowy XX wieku; “Niedobrak” zaaranżowany został na kształt bajki – mamy więc podział na role i charakterystycznie wypowiadane kwestie. Przy pierwszym przesłuchaniu pozostaje osobliwe wrażenie, lecz kiedy odbiorca zapozna się z resztą materiału to oswoi się jednocześnie ze stylistyką duetu. Panowie wymagają od słuchacza zdolności do chadzania po wyższych poziomach abstrakcji; uchwycenie metafor i celowości pewnych zabiegów muzycznych jest nie lada wyzwaniem.

Szczególnie szybko zapadają w pamięć utwory znane jeszcze długo przed premierą – “Robot Analogowy” oraz “Strachy”. Zabawne i zarazem absurdalne teksty opatrzone wyraźnym bitem i ciekawym instrumentarium. Wyróżnia się także pełen wskazówek “Czarnobyl”, od komunikatu wygłoszonego w wiadomym języku, poprzez płyn Lugola, do złowrogo brzmiącego sygnału kontrolnego. Piosenka “Żegnaj” przypomina sposobem melodeklamowania wokal znany z wcześniejszej formacji Krojca, muzyk rozstał się z zespołem w maju i choć na tym albumie nie brakuje elementów przypominających twórczość Lao Che, to jednak różnice pomiędzy oboma projektami w przyprawianiu kompozycji są zauważalne. Skadja to nie tylko Krojc, lecz także Praczas (vel Rafał Kołaciński; Masala, Village Kollektiv), być może on robi różnicę.

Duet wspierany jest przez kilku muzyków, np. w utworze “Brzuchomodlitwa” śpiewa Limboski, a instrumentalnie wspomaga ich Hubert Chiczewski na trąbce. Wielokrotnie pojawia się także Maciej “Trocki” Dzierżanowski, odpowiedzialny za grę na instrumentach perkusyjnych w Lao Che. Brzmienie elektroniczne przeplata się więc z organicznym. Formy dialektycznej syntezy można dopatrzyć się także w zestawieniu tematycznych nawiązań historycznych ze współczesnymi możliwościami muzycznej ekspresji. Nie są to jednak sztywne kontrasty, “Czarnobyl” zarówno tekstowo jak i muzycznie (vide kiczowate klawisze czy orkiestrowa próbka na koniec) przypomina wcześniejsze czasy.

“Harden-Kurzweil” to najdłuższy utwór na albumie, zaczyna się dość niepozornie, lecz stopniowo przeradza się w ostrzejszą kompozycję. Ciekawy efekt tworzy zastosowanie podwójnej ścieżki wokalnej, głos w tle przypomina popisy znane wielbicielom screamo. Pojawia się także zadziorny riff gitarowy, ale całe napięcie zostaje rozładowane bardzo nieoczekiwanym, łagodnym, śpiewanym staccato.

Liryki przypominają twórczość wieszczów ubiegłych wieków. Wbrew pozorom poruszane są jednak tematy egzystencjalne aktualne w cyfrowej epoce dziejów. Boleśnie i szczerze przekaz niesie “Żegnaj”, gdzie wykorzystano poemat Ralpha Waldo Emersona. I tam, i w wielu innych miejscach na płycie akcentowany jest motyw Absolutu. Przez słownictwo i mnogość inspiracji można ten album interpretować na wielu płaszczyznach, tym samym jest on kierowany raczej do ambitnego słuchacza. Powierzchowna recepcja nie powinna jednak nikogo zniechęcić, każdy poszukujący wyrazistości znajdzie tutaj coś dla siebie. Odżywają szkolne wspomnienia, bo pytanie co autorzy mieli na myśli jest wyjątkowo adekwatne.

Łukasz Stasiełowicz

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym albumu