St. Lucia – “When the Night”

St. Lucia – “When the Night”
Sony Music/2013

Jakby na przekór.

Święta Łucja – patronka najkrótszego dnia w roku, w szczególności lubiana w Szwecji, kiedy to 13 grudnia dzieci w białych szatkach i ze świecznikami na głowie brodzą w zaspach śnieżnych niosąc światło i ciasteczka. Oh wait… Co ma to wspólnego z Jean-Philipem Groblerem, pochodzącym z Południowej Afryki, mieszkającym na Brooklinie? Muzykiem tworzącym lekkie, taneczne piosenki? Nie wiem. Chłód i lód? Chyba tylko w drinkach, niezbędnych do ochłody po zabawie w gorących karaibskich klimatach. Mózg zespołu, Jean-Philip Grobler, podobno sam zagrał na (prawie) wszystkich instrumentach w czasie nagrywania płyty. Co z tego wyszło? Radosno-plażowo-nostalgiczny electro-pop. Później tylko pomoc producencka Chrisa Zane (Passion Pit), Richa Costey’a (Muse, Foo Fighters), Andy’ego Baldwina i mamy hit lata roku jakiego-tylko-zechcecie.

Jakby na przekór ta płyta nie wyszła wiosną – latem, kiedy wszystkie nadmorskie budki dudnią imprezową muzyką, kiedy wszyscy szukają miejsca i możliwości aby się dobrze bawić. Płyta wyszła na początku października, kiedy ni imprez, ni plaży, ni słońca, ni lata… I jakby jeszcze na przekór zaczyna się szumem karaibskich fal i palm na piaszczystej żółtej plaży. I już człowiekowi tak smutno i szaro, i pobiegłby na plażę w klapkach. Na szczęście muzyka na płycie jest na tyle przekonująca, że wystarczy rozkręcić kaloryfer i masz lato w swoim domu. Ściągaj dres, zarzuć wianuszek z hibiskusa na szyję i tańcz!

Nie ma w tej muzyce nic inteligentnego, ani nowatorskiego: perkusja (automat), klawisze, klawisze, klawisze i saksofon. Wokal i chórki. Dużo chórków. To wszystko, czego potrzeba, jako ścieżki dźwiękowej do szczęścia. W przypadku St. Lucia jest to ścieżka bardzo rozbudowana, mieniąca się feerią barw i dźwięków. Są tu dźwięki zahaczające momentami o reggae, czasami, idące w stronę Pet Shop Boys… można by doszukiwać się takich “naleciałości” w każdej z piosenek po kilka, nie można jednak odmówić, że z Jean-Philipe stworzył swoją własną jakość, zgodnie z zasadą Andy’ego Greena: wielki pomysł rodzi się z ewaluacji pomysłów dotychczas zastanych. Chcę z nimi tańczyć na boso i wymachiwać tamburynem w “Closer Than This”, bujać się przy nastrojowych balladach “Call Me Up” czy “All Eyes On You” i oddać się muzycznemu szałowi przy “September” (ten utwór aż się prosi o stroboskopy i dawkę industrialnych wizualizacji).

Nie, nie ma zimy tego roku. Mróz nie szczypie w tyłek, nos nie odpada na przystanku, gdy nie przyjechał już trzeci tramwaj po zasypanych po pachy torach. Jest +5 stopni we Wrocławiu, na zimowych igrzyskach +20, ale i tak słuchając St.Lucia ma się uczucie niespełnionej zimnej pustki w środku i tęsknoty za latem, plażą, słońcem, piaskiem i gorącem. Zimą płyta idealna dla masochistów – latem – idealna do wszystkiego.

Maria Grudowska