Relacjeprzemek

Stacja trzecia Męskiego Grania: Chorzów!

Relacjeprzemek

Stacja trzecia Męskiego Grania: Chorzów!

Kolejny przystanek na trasie Męskiego Grania.

Za nami już dwie odsłony trasy Męskiego Grania: (Kraków) i (Poznań). W minioną sobotę (26 lipca) odbyła się kolejna, tym razem w Chorzowie. Impreza w kompleksie Sztygarka rozpoczęła się od występu zwycięzcy Nowego Męskiego Grania – zespołu The Freuders. Następnie na scenie pojawiły się Pustki, a zaraz po nich wybuchowa mieszanka Jazzomb!e, będąca połączeniem współczesnego jazzu -  Pink Freud z osadzoną w klimatach alternatywnych – grupą Lao Che. Panowie zaprezentowali m.in. utwory z repertuaru Koli (np. “Kukurydza” i “Pocztówka z Państwa Środka” ). Zdecydowanie był to najbardziej porywający koncert tego wieczoru! Spięty w roli rapera? W takim wcieleniu jeszcze go nie widziałam. Niesamowita energia, dynamika, luz, zabawa z dźwiękami i swobodna żonglerka gatunkami (rock, elementy funky, folku, rapu i elektroniki) sprawiły, że po ich występie pojawił się drobny niedosyt…cóż, na Męskim Graniu niestety nie ma bisów. A szkoda, bo ten występ palił jak sos tabasco. Był piekielnie dobry. Jednym słowem: ogień!

Chwilę później (trzeba przyznać, że przerwy pomiędzy kolejnymi koncertami były krótkie) zaprezentował się Dezerter, muzycy wraz z Lechem Janerką wykonali utwory “Bultarga” i “Tutaj wesoło”. Po punk-rockowym graniu przyszła pora na Pablopavo i Ludziki, z gościnnym udziałem Skubasa. Usłyszeliśmy m.in. “Małe piwko” Zdzisława Maklakiewicza. Wykonane aranżacje przypadły do gustu rozgrzanej publiczności. Tłum szalał. Na szczęście pojawiła się chwila wytchnienia… Kolejni artyści zaserwowali porcję melancholii, łagodności i spokoju. Żywiołowość ustąpiła miejsca wrażliwości. Projekt Makowiecki + Skrzek + Komendarek przeniósł wszystkich do innej rzeczywistości. Czapki z głów krótko mówiąc! Elektroniczne brzmienia, nuta romantyzmu i kojący głos Tomka Makowieckiego zaczarowały mnie. To było coś pięknego. Ludwik Jerzy Kern powiedział kiedyś: Czym jest muzyka? Może po prostu niebem, z nutami zamiast gwiazd? – tymi słowami mogę podsumować cały występ. Panowie zabrali mnie do…nieba. Po prostu.

Następni artyści w kolejności to trio Waglewski Fisz Emade w towarzystwie skrzypaczki Anny Proporczyk. Usłyszeliśmy głównie kompozycje z płyty “Matka, Syn, Bóg” (recenzja). Było refleksyjnie i smacznie stylistycznie. Można było wyczuć poprzez muzykę doskonałe relacje, jakie panują między ojcem a synami. Zanim jednak wspomniana kolaboracja pojawiła się na scenie, prowadzący Piotr Stelmach odtworzył wywiad radiowy z Wojciechem Waglewskim, w trakcie którego artysta opowiadał o improwizacji na koncertach. Ta rozmowa była doskonałą zapowiedzią specyficznego występu. I na koniec najbardziej oczekiwany moment, przysłowiowa “wisienka na torcie” muzycznych smakowitości, apetyczna “cr?me de la cr?me” lub jak kto woli “kropka nad i” - Męskie Granie Orkiestra (w składzie: inicjator Andrzej Smolik, Michał Sobolewski, Olaf Deriglasoff, Dawid Podsiadło, Krzysztof Zalef Zalewski, Piotr Emade Waglewski, Łukasz Korybalski, Michał Król, Miłosz Pękala, Natalia Grosiak). Usłyszeliśmy covery z repertuaru m.in. Republiki, Siekiery, Brygady Kryzys i Armii. Dawid Podsiadło zaśpiewał “Kombinat” i “To co czujesz, to co wiesz”, Krzysiek Zalewski zachwycił rewelacyjnym wykonaniem “Oni zaraz przyjdą tu”, a Skubas zaprezentował “Strzeż się tych miejsc” i “Jeżeli”. Natalia Grosiak stworzyła niepowtarzalny klimat nastrojowym wykonaniem kompozycji filmowych (“Prawo i pięść”, “07 zgłoś się”), a Olaf Deriglasoff pokazał swój kunszt w kawałku “Szewc zabija szewca”. Hymnem i zarazem piosenką kończącą cały koncert był utwór “Elektryczny”.

Męskie Granie to bez wątpienia perfekcyjne widowisko w ciekawej oprawie multimedialnej i niezwykłe przeżycie zapadające w pamięć. Ta wyjątkowa impreza urzeka nowymi aranżacjami legendarnych polskich utworów, zaskakuje muzycznymi eksperymentami, a przy tym ujmuje połączeniem i przenikaniem się różnorodnych inspiracji. Właśnie tak było w sobotę na Śląsku. Miejmy nadzieję, że kolejne edycje będą równie udane, a pozostałe trzy przystanki na tegorocznej trasie (Warszawa, Wrocław i Żywiec) zakończą się tak wielkim sukcesem jak ten w Chorzowie.

Aneta Wieczorek

fot. Karina Nowak