Stendek – “Touch”

Stendek – “Touch”
Pink Kong/2013

Bardzo. Mocny. Towar.

Pod tym pseudonimem kryje się Maciej Wojcieszkiewicz, absolwent Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku na wydziale Malarstwa, ponadto twórca szeroko pojętych sztuk wizualnych, a do tego muzyk. Artysta za nic mający sobie ramy i kanony. Wystarczy spojrzeć na teledysk do “Touch” i od razu wiadomo, że mamy do czynienia z artystą nieszablonowym.

Album “Touch” to typowa płyta skonstruowana według planu mistrza Hitchcocka – najpierw trzęsienie ziemi, a później napięcie rośnie. No, nie dokładnie, trzęsienie, ale jazda na psychodelicznym wózku zaczyna się już od pierwszych dźwięków przywodzących na myśl “sen spowodowany lotem pszczoły wokół jabłka granatu na jedną sekundę przed przebudzeniem” mistrza Salvadora. Niestety/stety po przebudzeniu zamiast własnego bezpiecznego łóżka, otrzymujemy coś na kształt Matrixa. Przestrzeń cybernetyczną i odrealnioną, dźwięki w całości stworzone i przetworzone przez elektroniczny mózg. Czas zacząć się bać. “We Don’t Live”, “Untitled” i “Human”, wbrew tytułowi tej ostatniej, to odrealnione kawałki, stworzone z sampli i loopów. Przeciwnicy tego nurtu od razu znajdą skojarzenia z “wyprzedasz-dasz-dasz?”. Ale nie o to w tym przecież chodzi. Chodzi o stworzenie świata, którego nie ogarnie szkiełko i oko, a już z pewnością nie ludzka psychika.  Bardziej człowieczym jest już “Yume”.  Słychać tu sample ludzkiego głosu, miedzy elektronicznymi szumami i trzaskami. Przejaw człowieczeństwa w technokratycznym świecie, ale podczas gdy zdawało mi się, ze piosenka się dopiero rozkręca, ona się kończy. Po takiej dawce, “Joy Valley” z dźwiękiem pozytywki w intro, nie może zapowiadać niczego dobrego. Jak w dobrym thrillerze, wiesz, że za chwilę coś się stanie, ale nie jesteś w stanie powiedzieć co to będzie. Kiedy i skąd przyjdzie. Napięcie rośnie. Słabe szumy i trzaski w tle, niemożliwe do zlokalizowania, podsycają tylko atmosferę i napięcie. Gwizdanie. I powinno się to rozkręcić, ale nie! Siedźmy ze ściśniętymi zębami, zniecierpliwieni co przyniesie playlista, a playlista przynosi, po prostu, kolejny utwór. “Touch” na samym końcu płyty to jak ukoronowanie człowieczeństwa.

“Touch” to apostrofa elektroniki, kabli, IDM, loopów, i wszystkiego, co tworzy lub przetwarza dźwięki. Uwydatnia całą szeroką paletę możliwości twórcy w nieskończonym zasobie. To materiał odczłowieczony, niczym założenia Awangardy Krakowskiej, z postulatem “miasto, masa, maszyna” na czele. To nie jest płyta dla miłośników tradycyjnych strof 3:20 – zwrotka – refren – przejście. To zupełnie inny rozdział. Nie wiedzieć czemu, zakładałam, że cały album “Touch” będzie dość podobne do singlowego “Touch”. Jednak płyta to zdecydowanie materiał z innej bajki. Bajki robotów.

Maria Grudowska

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym wydawnictwa.