Sun Kil Moon – “Benji”
Caldo Verde/2014

Z grubej rury.

Słuchać albumu “Benji” to jak zanurzać się powoli w jeziorze pełnym smoły. Już od pierwszych taktów oblepiają smutne, ironiczne, acz proste historie o ludzkim życiu. Nie ma tu popowego oderwania od rzeczywistości, wręcz przeciwnie, codzienność i ludzkość uderzają prosto w twarz. Pomimo tej prostoty, nie jest to łatwa muzyka ani płyta, lecz mimo wszystko nie ma się ochoty wycofywać na suchy ląd, ale pławić dalej w tych czarnych opowieściach.

Album otwiera utwór “Carissa” i od razu słychać, że Mark Kozelek, ukrywający się pod pseudonimem Sun Kil Moon, nie owija w bawełnę. Piosenkarz opowiada dziwną historię kuzynki, której tak naprawdę nie znał, a która umarła w pożarze, w swoim domu, po tym jak puste opakowanie po aerozolu wybuchło w koszu na śmieci. Teraz Kozelek próbuje zrozumieć coś z tej śmierci oraz dochodzi do wniosku, że za bardzo oddalił się od rodziny.

Każdy z utworów jest zbudowany na tej samej, pieśniarskiej zasadzie, czyli historia oraz komentarz, wyśpiewane basowym głosem, przypominającym styl Nicka Cave’a. Z tą różnicą, że opowieści Kozelka są trochę inne od tych, które przywykliśmy słyszeć; bardziej pokręcone, mroczne i po prostu dziwne. Wszystkie piosenki na płycie są też niezwykle osobiste i wydaje się, że nie ma rzeczy, o której wokalista wstydziłby się śpiewać. Wystarczy tylko posłuchać “Dogs”, utworu o przeróżnych doświadczeniach seksualnych muzyka.

Nie zawsze mowa jest jednak o smutnych sprawach. Jedna z bardziej urzekających piosenek na płycie to “I Love My Dad”. Pogodny utwór z oryginalnym i zabawnym tekstem, o tym, czego ojciec Kozelka nauczył go w młodości.

Nie przez przypadek “Benji” to również tytuł filmu familijnego z lat 70., którego bohaterem był pies. Mark Kozelek chciał w ten sposób przywołać weselszy obraz, kontrastujący z emocjami, jakich dostarcza muzyka na płycie. Dodaje to również trochę ironii do całokształtu, jakby piosenkarz nie chciał być odbierany zbyt serio. I rzeczywiście, w jego muzyce co jakiś czas pojawia się jakiś element, który odbiera opisywanym przez Kozelka historiom powagę. Czy to chórki, czy pogodniejszy ton muzyki. Sięgając po banał można tę muzykę porównać do życia. Bywa gorzka, ciężka i smutna, ale nie pozostaje nic innego, jak się z tego śmiać.

Weronika Makowska