Szatt – “Bloom”

Szatt – “Bloom”
Flirtini/Asfalt/2015
posłuchaj

Pięknie rozkwitł talent Szatta.

Prace nad swoimi utworami Szatt rozpoczyna od zaparzenia kawy, która pobudza go do działania. Jego muzyka jest naznaczona nocą, a co za tym idzie – większość utworów ma wydźwięk molowy. Przy połączeniu kawy z niepokojącym brzmieniem wyszło coś niezwykle interesującego – album “Bloom”. Kompozycje na nim brzmią melancholijnie, ale podbite zostały instrumentami, samplami i glitchem – wyszło z tego nocne ADHD. Jednak nie zawsze tak było.

Długą drogę przeszedł Łukasz Palkiewicz przez tych kilka lat jako samouk. Już przed 2010 rokiem produkował beaty dla hip-hopowego podziemia. Wprawdzie nie były to wybitne kawałki, ale każdy od czegoś zaczynał. W 2011 roku razem z Dejanem nagrał EP-kę “Golden Mic”, na której jego beaty były dosyć standardowe, z małymi wyjątkami – bardziej niż innych producentów interesowały go syntezatory, wszelkie trzaski i niezidentyfikowane wstawki chroboczące od czasu do czasu gdzieś w tle. Lata 2011-2012 przyniosły Łukaszowi także zawiązanie głębszej współpracy z drugim producentem – Nowokiem (razem jako Nocne Nagrania) i raperem Tuszem Na Rękach. Już wtedy można było usłyszeć charakterystyczne dla Szatta ociągające się bębny z basem. 2013 rok to już świadomy wybór konkretnej drogi, konkretnego stylu – producent wydał debiutancki krążek “Future Voices“. Wtedy też wygrał Mistrzostwa Polski Beatmakerów w kategorii live act (beatbattle.poznan VI). Kolejny rok przyniósł album “Zaburzenia” (recenzja) nagrany wspólnie z Tuszem. Po tych kilku latach z pewnością można powiedzieć, że styl Szatta bardzo się zaakcentował. Jak widać, bez edukacji muzycznej też się da, wystarczy iść w zaparte, ciągle poszukiwać, inspirować się oryginalnymi brzmieniami, aż w końcu wykrystalizują się specyficzne cechy muzyki. A z takimi mamy do czynienia na drugim krążku beatmakera.

Już od pierwszych chwil “Bloom” pięknie rozlewa się po pokoju i wypełnia każdą jego szczelinę. W “Skyline” dźwięki delikatnie opadają, jest trip-hopowo, a w tle pobrzmiewają trzaski. “Tree” to odrobinę bardziej żywy, choć ciągle downtempowy kawałek. Na “Rooftops” mamy natomiast połamanie rytmu z poplątaniem dźwięków. Jego szybkie tempo dodało animuszu albumowi. Lekko trapowy jest “Digitown”, podobnie jak “Be Fine”. Najbardziej interesującym z całej płyty jest natomiast “Burn Till I Feel It”. Po nim następuje wyciszenie w postaci “Black Mold”. Równie subtelny jest utwór “Changeless”. Mięsistego basu możemy posłuchać w “Our Little Steps”, ale ostatni kawałek – “Fly to the Moon” jest już momentami przekombinowany.

“Bloom” jest albumem atmosferycznym, choć nieco żywszym od swojego poprzednika. Słyszalne są spore zmiany jakościowe w produkcji. Szatt zaczął szukać różnych rozwiązań i je odnalazł. Jest oryginalnie, dojrzale, progresywnie. Materiał, który znalazł się na drugiej płycie producenta jest wypadkową eksplorowania przez niego różnych stylistyk. Mamy tu dużo chilloutu i downtempo, ale słychać także odwołania do trip-hopu, hip-hopu i etnicznych brzmień (kalimba!). Łamane takty, sample i charakterystyczne dźwięki sprawiają, że słucha się tego z zaciekawieniem. Palkiewicz postawił tym razem także na gościnne występy (poprzednio posłuchać mogliśmy tylko wokalnych sampli). Tutaj oprócz sampli mamy i gości. Spośród zaproszonych osób wyróżniają się przede wszystkim Kasia Lins w “Changeless” i jeden z utworów, w którym udzieliła się Vito – “I Guess My Brother Got Shot“.

Bez wątpienia “Bloom” jest jedną z najlepszych polskich płyt w tym roku. Szatt nagrał krążek spójny, lecz intrygujący. Reszta polskich producentów powinna się bać, bo jeśli w ciągu kilku lat ktoś zalicza taki progres, to co będzie za dwa lata? Cieszy też fakt, że właśnie tym wydawnictwem Flirtini Records zadebiutowało. To piękny początek czegoś niezwykłego.

Ewelina Malinowska