Tamikrest – “Toumastin”

Tamikrest – “Toumastin”
Glitterhouse/2011

Malijczycy na swojej drugiej płycie ponownie opiewają pustynię i walczą o emancypację Tuaregów za pomocą gitar.

Tamikrest powstał w 2006 roku w malijskim Kidal. W tym samym mieście 24 lata wcześniej zawiązała się najważniejsza tuareska grupa – Tinariwen. Tamikrest otwarcie przyznają się do inspiracji zespołem Ibrahima Ag Alhabiba, jak wszyscy Tuaregowie, którzy sięgnęli po gitarę (lub ją sobie sami zrobili). Na “Adagh” – debiutanckim albumie zespołu – tę inspirację było słychać aż nazbyt wyraźnie. Dwa lata później, już wiedzą, jak się odróżnić od mistrzów.

Muzyka Tamikrest jest bardziej przystępna dla zachodniego słuchacza. Członkowie zespołu, wszyscy przed trzydziestką, albo chwilę po niej, świetnie odnajdują się w rzeczywistości globalnej wioski. Śmielej niż poprzednicy korzystają z efektów gitarowych, pogłosów, w kończącym “Toumastin” “Dihad Tedoun Itran” pojawiają się nawet skrzypce, instrument zupełnie spoza afrykańskiej tradycji. Gitarzyści są wyraźnie pod wpływem takich postaci jak Jimi Hendrix czy Mark Knopfler. Kilka utworów ma funkową rytmikę. Mimo tego wszystkiego, nie tracą ani na sekundą aury egzotyki, zachodnie elementy są tylko ozdobnikami afrykańskiej całości.

Nie zmienił się element transowości. Muzyka Tamikrest jest hipnotyzująca jak Sahara o zachodzie Słońca. Niespieszna, pełna kolorów, nostalgiczna. Niezwykle związana z miejsce swojego powstania. Nie da się rozpatrywać muzyki Tamikrest w oderwaniu od pustyni, bo ona tworzy integralną część twórczości Tuaregów. Jest ich całym światem i to właśnie przekazują swoja muzyką. Co ciekawe, mimo dużych różnic kulturowych, geograficznych i społecznych, muzykę Tamikrest można łatwo przyrównać do amerykańskiego desert rocka i zespołów takich, jak Yawning Man. Środki różne, ale w obu przypadkach efekt ten sam, wystarczy zamknąć oczy, by przenieść się na pustynię. I o to tutaj chodzi.

Pewna egzotyka jest niewątpliwie zaletą tej płyty, zaletą, która może przyciągnąć nie tylko fanów muzyki afrykańskiej. A pod jej warstwą kryją się naprawdę świetne piosenki.

Michał Wieczorek