The And – “Everything Must Go”

The And – “Everything Must Go”
wydanie własne/2015
posłuchaj

Oh wait, przecież dopiero przyszło!

Nie znam ich. Znaczy, znam ich z imienia i nazwiska, narodowości, jeden jest nawet moim “przyjacielem” na znanym portalu i zrobiłam sobie z nim po koncercie zdjęcie. Ot, psychofanizm.

Ale kocham ich. Kocham całą sobą i całym moim układem limbicznym, bo to, co panowie zaprezentowali muzycznie, najpierw na “Black” EP, a teraz na płycie, jest idealnym przekrojem tego, czego człowiek (kobieta?) poszukuje. “Black” było elegancką perwersją, tanecznym, mrocznym zestawem piosenek z genialnie dobranymi wizualizacjami. Była elektronika, była energia i pewien nieskrywany seksapil.

Na “Everything Must Go” seksapil się trochę stłumił, przytarł na korzyść innych wartości. Płyta jest grzeczniejsza, bardziej komercyjna, choć wierzę, że w wykonaniach na żywo panowie nie pozwolą nam myśleć w tych kategoriach. Dlaczego? Chociażby dlatego, że znajdziemy tu znaną już z EP-ki właśnie “Over’n'out” – z tą samą elektryzującą nutą, choć po lekkim odświeżeniu; czy “Crush Me”, choć w tym drugim przypadku w wykonaniu w duecie z Agi Birne. “Crush Me” w wykonaniu na dwa glosy i w o wiele spokojniejszej, wolniejszej wersji zyskuje zupełnie nową jakość.

W rubryce “lekko, łatwo i tanecznie” znajdziemy  singlowe “D.N.C.U” czy “Unspoken Words” – najbardziej popowy utwór na płycie, zdradzający zapatrzenie w Haim, czy – choć już mniej – “Still Canons Part I” (w odróżnieniu od “Part II” zaśpiewanej prawie a’capella).

Jak mówi sam zespól: tytuł albumu “Everything Must Go” to metafora amerykańskich garażowych wyprzedaży niepotrzebnych rzeczy. Hasło nawiązuje tu do twórczości i idei, które w zderzeniu z rzeczywistością stają się bezużyteczne i należy je sprzedać niczym stary magnetofon. Cóż za dekadentyzm! Czyżby naprawdę po półtora roku pracy (dodajmy przy okazji, że w międzyczasie Radek Rejsel pracował nad solowym projektem) panowie chcieli się już tylko pozbyć materiału i iść w inną stronę? Mam nadzieję, że raczej kontynuować pracę, niż rzucić wszystko, i mam nadzieję, że chcieli się podzielić materiałem, niż “w końcu” się go pozbyć. Bo, panowie, świetna robota i czekam na Was na koncertach!

Maria Grudowska