The Coral – “Distance Inbetween”

The Coral – “Distance Inbetween”
Ignition Records/2016

Wyspiarze w minimalistycznym stylu.

Polacy mają szczególną słabość do muzyki z Wysp. Właściwie niewiele jest brytyjskich zespołów grających różne wariacje na temat rocka, które nie odwiedziły naszego kraju z  choć jednym koncertem. Do wyjątków możemy zaliczyć The Coral – kapelę mającą na swoim koncie siedem długogrających albumów, koncertującą na najważniejszych europejskich festiwalach (w tym kilkakrotnie na Glastonbury). Debiutancki album “The Coral” został nominowany do nagrody Mercury Music w 2002 roku, po czym został wybrany czwartym najlepszym albumem według prestiżowego magazynu muzycznego “New Musical Express”.

Muzyczne wpływy The Coral to mieszanina rock&rolla i  folku przefiltrowana przez sporą dawkę psychodelii lat 60. Od głośnego debiutu muzycy znad Mersay wypuścili kilka dobrze przyjętych przez krytyków płyt, zagrali dziesiątki koncertów w Europie i nie tylko, a takimi hitami jak “Dreaming of You” czy “In the Morning” zdobyli dużą popularność szczególnie w krajach anglosaskich.

Na “Distance Inbetween” muzycy postanowili zastąpić dobrze znane dotąd oblicze spokojnego psychofolkrocka dwunastoma gitarowymi kawałkami zainspirowanymi surowszymi klimatami. Nietrudno zgodzić się z muzykami, którzy przyznali, że postawili w nowych nagraniach na minimalizm, czyli przeciwieństwo ich ostatnich dokonań. Już w rozpoczynającym płytę utworze “Connector” możemy zauważyć zmianę brzmienia – hipnotyczny riff gitarowy i syntezatory odsłaniają nam nową ciemniejszą stronę The Coral. Singlowy “Chasing the Tail of a Dream” ma zbliżoną budowę do psychodelicznego “Set the Controls for the Heart of the Sun” Pink Floyd, ale jest zagrany o wiele szybciej. Rytm wybijany przez Iana Skely’ego jest wyraźniejszy, a przesterowana gitara oddaje ducha nowoczesności.

Nie da się nie zauważyć, że duży wpływ na nowe brzmienie zespołu miało odejście gitarzysty Billyego Ryder-Jonesa i pojawienie się na pokładzie Paula Molloyego szerzej znanego z The Zutons. Na “Distance Inbetween” nie zabrakło też dobrze znanej nam z poprzednich płyt retropsychodelii. “Million Eyes” i “It’s You” spokojnie mogłoby się znaleźć na płycie “Butterfly House”. Przebojową tracklistę niepotrzebnie hamuje “She Runs the River”. Mogłoby się wydawać, że Coralowcy już niczym nie zaskoczą, a  odejście od stylistyki wypracowanej przez wiele lat może być bardzo ryzykowne. James Skely z zespołem uwodnili, że mają w sobie potencjał, aby wrócić z nową energią porównywalną do ich debiutu sprzed lat.

Kamil Pawłowski