The Drums – “The Drums”

the-drums-album-artwork.jpg The Drums – “The Drums”
Island Records/2010

Lato, lato, lato czeka, razem z latem czeka rzeka…

Są zespoły, które starannie skrywają siebie i swoją twórczość za osłoną tajemniczego, często dwuznacznego wizerunku. Jeśli jeden z nich nazywa swój utwór “Love”, to możecie być pewni, że piosenka będzie traktować o wszystkim oprócz miłości. The Drums wcale tacy nie są. Nazywają swoją epkę “Summertime!” i rzeczywiście lipiec oraz sierpień są najlepszym okresem, aby chłonąć jej zawartość. Piszą piosenkę “Let’s Go Surfing” i w klipie promującym kawałek chłopaki biegną nad ranem po plaży. Kawa na ławę, każdy wie, czego się może po nich spodziewać.

Nie braknie chwytliwych przebojów, z prostą perkusją, do której elegancko można potupać nogą. Jest oldschoolowa gitara, rodząca nieodparte skojarzenia z Vampire Weekend, są także pojawiające się od czasu do czasu syntezatory. Klimat jak z lat 70., kiedy to kalifornijskie nastolatki pomiędzy łapaniem jednej wielkiej fali i drugiej, odkrywały do czego naprawdę mogą służyć wyschnięty basen i kawałek sklejki z czterema kółkami. Zresztą fryzura i ubiór wokalisty Jonathana Pierce’a mówią same za siebie.

“The Drums” jest zbyt odtwórcze i monotonne, aby chciało się do niego wrócić, gdy minie słoneczna aura – jeśli ktoś słyszał ich single, to na albumie nie dostanie niestety nic nowego. Ale póki co, trzeba chłopakom przyznać, że z premierą swojego debiutanckiego krążka idealnie się wstrzelili w początek sezonu. Nie pozostaje nam nic innego, jak natrzeć woskiem deski surfingowe i nucić stworzone przez Amerykanów melodie.

Krzysztof Kowalczyk