Relacjeprzemek

The Dumplings i Oly. w “Dwóch Piętrach”

Relacjeprzemek

The Dumplings i Oly. w “Dwóch Piętrach”
15.12.2013/Lublin

To był lubelski “młody” wieczór.


Odbiór muzyki Oly. zależy od nastroju, a do takich artystów jak ona, człowiek przywiązuje się bardzo szybko. To relacja oparta na emocjach. Smutni, spokojni ludzie potrzebują specjalnych warunków, aby móc spotkać się z tak ckliwą muzyką, jak właśnie materiał młodej dziewczyny z Lublina.

Dostałem w kość. Smutny nie byłem – bo zezłoszczony, potrzebowałem ciszy – dostałem wrzaski, niepotrzebne dialogi i komentarze. Miało być jak “w domu”, a miałem wrażenie, że publiczność wcale nie wiedziała, dlaczego przyszła na oba koncerty. Nie chciałbym też generalizować, bo były to “huczliwe przypadki”, ale do idealnego odbioru sporo brakowało.

Cieszy mnie to, że istnieją artyści tacy jak chociażby Oly., która bez żadnego skrępowania śpiewa o własnych emocjach i dzieli się refleksjami. Biorąc pod uwagę fakt, że jest dopiero na początku drogi muzycznej, podczas każdego koncertu jesteśmy jeszcze świadkami wyrywania kartek z jej pamiętnika. Każdy występ to jeszcze powolne wychodzenie z szuflady i ciemnego pokoju, w którym gra się często na ukulele. W przypadku Oly. – im wolniej tym lepiej. Bez zbędnych ingerencji, wielkich doświadczeń, fajerwerków i migających świateł.

The Dumplings – nie spotkacie ich na weselach, nie oglądaliście ich w talent show i nigdy nie usłyszycie z playbacku. Pomimo młodego wieku zagrali koncert bez jakichkolwiek kompleksów. I choć czasami było mi muzycznie bardzo smutno, to wiele z kawałków pasowałoby także na taneczną playlistę. Nie zawiodłem się także jako fan “spokoju” i dziwnych dźwięków. Duet zagrał po prostu “to co im się śniło”, nawiązując do pytań, jak powstają ich kompozycje. Kubo! Justyno! – mi również śnił się taki wieczór i nie musieliście się zbytnio starać, aby oddziaływać na moją wyobraźnię. To był czas muzycznej autoterapii zaserwowanej dla starszego kolegi, wizyta u mniej doświadczonego psychologa, przed którym i tak nie potrafisz ukryć własnych przemyśleń, drobnostek, problemów. Ona – klasycznie , on – eksperymentalnie, ja – stonowany, szczęśliwy, bo nie udało mi się wkopać zespołu w którąś z szuflad. Dodam, że chętnie usłyszałbym Justynę w poezji śpiewanej, bo właśnie ten epizod z jej życia jest mi bardzo znany.

Kuba na poważnie zajął się muzyką po koncercie Twin Shadow, ja poważnie zająłem się The Dumplings po występie w Dwóch Piętrach. Podobno nagrywają w pokoju i te warunki ich satysfakcjonują. Osobiście – czekam na kolejny koncert, bo “przestrzennie” jeszcze sporo mi brakowało, ale to tylko moje “widzimisie”. Na koniec mój apel do organizatorów koncertów – Kamp x Rebeka x The Dumplings na jednej scenie!

Mateusz Grzeszczuk
fot. Daniel Somber