The Dumplings – “No Bad Days”

The Dumplings  - “No Bad Days”
Warner Music/2014

Powiew świeżości.

Informacja dotycząca wieku Justyny Święs i Kuby Karasia z The Dumplings właściwie nie jest nam do niczego potrzebna. Po płytowym debiucie duet nie musi się bronić brakiem dojrzałości czy poznawaniem rynku muzycznego od środka. Zaatakowali pokazując, że wrażliwość nie ma metryki. Muzycy stworzyli pyszny, choć słodko-słony album.

Na wydawnictwo “No Bad Days” składa się dwanaście utworów, nagranych pod czujnym okiem Bartka Szczęsnego, znanego z projektu Rebeka. Otwierający płytę “Słodko-słony cios” można potraktować dosłownie. Bo taki jest cały album. Nieoczywisty, puszczający oko w kierunku różnorodnej stylistyki. Jednak wszystko mieści się w granicach dobrego smaku.

Album przy całej różnorodności jest niezwykle przebojowy. Jeśli “No Bad Days” szczęśliwie trafi w ręce uznanych radiowców, to z pewnością zwrócą oni uwagę na “Technicolor Yawn”. Kto nie chciałby usłyszeć takiego utworu jadąc autem? Mocną stronę stanowią utwory polskojęzyczne, znakomite “Mewy” czy “Betonowy Las”. Oczywiście, słychać w tych utworach inspiracje Crystal Castles czy przechodząc na rynek polski, Melą Koteluk. Nie jest to bynajmniej nic złego, w końcu kim byłby Liam Gallagher bez Beatlesów?

Na słowa uznania zasługuje wokal Justyny. Już dziś niezwykle szlachetny, często porównywany do Izy Lach. Słusznie, choć pierwsze zetknięcie z wokalistką The Dumplings sugeruje raczej (zdejmując warstwę instrumentalną) powrót do ciepłych, solowych albumów Karoliny Kozak. Fani takich utworów jak “Razem zestarzejmy się” czy “Mimochodem” z pewnością doszukają się wokalnego podobieństwa. Prawdziwą wisienką na torcie jest kompozycja “Nie słucham”, zagrana bez fajerwerków, ale z ciekawym przekazem.

Mimo olbrzymich możliwości, które daje Internet, paradoksalnie, trudniej jest zaistnieć w świadomości słuchaczy niż jeszcze kilkanaście lat temu. The Dumplings mieli szczęście, ale potrafili je wykorzystać w stu procentach. Albumem “No Bad Days” pozbyli się łatki “zdolnych dzieciaków”. Nazywanie ich “artystami” (co jest tak lekko wymawiane w programach talent show) nie będzie w tym przypadku żadnym nadużyciem. Życzę dalszego rozwoju!

Tomasz Błaszkiewicz