The Kills – “Ash & Ice”

The Kills – “Ash & Ice”
Domino/2016

Napędzeni rywalizacją i ambicjami.

Zaczynali biednie jak prawdziwi punkrockowcy, którzy za wszelką cenę chcieli wykrzyczeć światu, że mogą osiągnąć coś, nie podążając za muzycznymi trendami. I choć Alison Mosshart i Jamie Hince z The Kills po wydaniu trzeciej płyty nie mieszkali już na squacie, tylko w  wielopokojowym apartamencie w Londynie, a zamiast tanich win sączyli bardziej ekskluzywne trunki, jakość serwowanych przez nich dźwięków nie zmieniła się w żaden sposób. I tak nagrali bardzo dobrze przyjęty przez krytyków album “Blood Pressures”, po którym postanowili zrobić sobie aż pięcioletnią przerwę.

Nikt nie wiedział, co Mosshart i Hince zafundują swoim fanom po tak długim czasie. Zastanawiano się nawet, czy powrócą jako duet, czy ich drogi zupełnie się rozejdą. Alison zaczęła bowiem muzycznie flirtować z Jackiem White’em i wydała razem z nim trzy przebojowe płyty. Dała również upust swoim artystycznym zapędom i na poważnie zajęła się malarstwem, co zaowocowało wystawą w Joseph Gross Gallery w Nowym Jorku. Z kolei Jamie wykorzystał urlop od The Kills w  zgoła inny sposób. Głośny związek z supermodelką Kate Moss oraz prawie dwuletnia rekonwalescencja po złamaniu środkowego palca wstrząsnęły nim na tyle, że zaczął zastanawiać się, czy jeszcze w ogóle kiedykolwiek sięgnie po ukochany instrument. Jednak myśli o gitarowej emeryturze nie dawały rockmenowi z Hampshire spokoju, postanowił więc nauczyć się szarpać za struny… używając tylko czterech palców. Zrobił to oczywiście śpiewająco. Prace nad “Ach & Ice” rozpoczęły się jeszcze podczas rehabilitacji muzyka i trwały prawie trzy lata.

Już na samym początku płyty dostajemy mocnego kopa za sprawą “Doing It to Death”. Surowy gitarowy riff Hince’a doskonale uzupełnia wokal Mosshart, a wpadający od pierwszego przesłuchania refren trudno przestać nucić pod nosem. Jest to również pierwszy singiel do płyty z funeralnym teledyskiem, w którym wpasowano oryginalny tańczący męski korowód pogrzebowy. Przez większość krążka towarzyszące nam przesterowane riffy gitarowe, będące wizytówką Jamiego, przeplatają się z pociągającym głosem Alisson i przyjemnie wybijanymi rytmami perkusyjnymi.

Po swojej oczyszczającej duchowo podróży po Syberii Hince był przekonany, że nowa płyta będzie miała chłodny charakter. Nic z tego nie wyszło – od pierwszej do ostatniej nutki doświadczamy znanej nam konwencji, ale po minimalnym tuningu. Jedynie sugestywne “Siberian Nights” nawiązuje do syberyjskiej zmarzliny, ale wyłącznie w sferze tekstowej. Anglik tłumaczy, że piosenka to homoerotyczna fantazja Władimira Putina, będąca rzecz jasna hiperbolą rzeczywistości, a nie broń boże manifestem politycznym. Sama Mosshart potwierdziła na albumie, że nie próżnowała w  The Dead Weather, nabrała wrażliwości w opowiadaniu swoich historii i po prostu rozwinęła się wokalnie, co słychać choćby w “That Love”, krótkiej balladzie skomponowanej na pianinie przez Deana Fertita.

Mogło się wydawać, że po tak długiej przerwie muzycy wrócą z materiałem zupełnie innym niż dotychczas. Choć “Ach & Ice” nie jest tak samo surowa jak “Keep on Your Mean Side” to nie brak jej przebojowości i  bezkompromisowości. Nie ma tu jednak żadnego pójścia na łatwiznę. Duet The Kills używa co prawda tych samych minimalistycznych środków i  oryginalnych patentów co dawniej, ale każda kolejna produkcja brzmi lepiej, solidniej i dojrzalej. Nie tylko w warstwie muzycznej, ale i  tekstowo-wokalnej. Nie znajdziemy tutaj wypełniaczy często spotykanych na indie rockowych tracklistach. The Kills wybrali spośród kilkudziesięciu numerów trzynaście chwytliwych i przemyślanych utworów.

Alison i Jamie to muzyczni Bonnie i Clyde, tworzący ciekawą część kultury popularnej. Między nimi jest coś w rodzaju zdrowej konkurencji – wzajemnie się napędzają, idą własną ścieżką, ale lubią zbaczać na chwilę z obranego kursu.

Kamil Pawłowski