The Radio Dept. – “Clinging To a Scheme”

clinging_to_a_scheme.jpg The Radio Dept. – “Clinging To a Scheme”

Labrador Records / 2010

Szwedzcy bożyszcze dream-popu, po długim czteroletnim oczekiwaniu fanów, powracają z nowym albumem. Jednak nowe wydawnictwo znacznie różni się od poprzednich “Lesser Matters” i “Pet Grief”.

Z pozoru mamy ten sam wokal Johana Duncansona, otoczony zewsząd przestrzenią melodyjnych gitar i klawiszy, za którymi kryją się jednak pewne wyraźne tendencje – poszukiwanie prostoty dźwięku i dużo wyraźniejsze parcie na przebojowość. Przemyślane aranżacje zastąpiły dotychczasowe bardziej eksperymentalne formy. Tym samym płyta nie jest tak marzycielska, co nastrojowa w sobie tylko znany indie-popowy sposób.

Fakt, iż jest to dopiero trzeci album grupy, wynika z popularności formy przekazu jaką jest dziś “epka”, która zespół w ciągu swego istnienia wydał kilkanaście. Jednak oczekiwanie następcy “Pet Grief” było dosyć wyjątkowe i odkładane w czasie. Już rok później zaczęły pojawiać się pogłoski na blogach i forach internetowych o rzekomych pracach nad dwoma albumami, które miały być wydane równocześnie w maju 2007 roku. Po EP “Freddie and the trojan house” tzw. “deadlinem” wytwórni Labrador była zima 2008.

Warto było przeczekać zwłokę dla jeszcze bardziej dopracowanego i przemyślanego materiału. Biorąc pod uwagę dość organiczny, noise’owy “Lesser Matters” (uznany w Szwecji za najważniejsze rodzime wydawnictwo sceny indie XXI-wszego wieku), shoegaze’owy i mniej konwencjonalny “Pet Grief”, nowy album to kolejny krok do przodu w karierze Radio Dept. Johan zainspirowany post-punkowym minimalizmem, ambientem i wczesnym krautrockiem zmienił swoje główne założenia. Postawił na bardziej wyraź, choć rzadkie na albumie melodyjne linie gitar (“Domestic Scene”), motorykę basu i podkładów i podkładów rytmicznych (“This time around”) a ponadto na nowatorskie dla swej twórczości echa P-Funku i nurtu “futuristic orchestra” z lat 70-tych. Te ostatnie znajdują odzwierciedlenie w okładce albumu, przedstawiającej grajka na flecie, który to instrument pojawia się kilkakrotnie na płycie podobnie jak i saksofon w przebojowym singlu “Heaven’s on fire”. Wyraźnie klasycyzujący jest też utwór “David”, pozbawiony klawiszy i sampli mógłby znaleźć się w repertuarze niejednej filharmonii.

Radio Dept. tytułowo “przylega” do swojej koncepcji jaką staję się dream-melodramatic-pop, tym samym zbliżając się do Cocteau Twins i Pet Shop Boys, a odchodząc od shoegaze’owych przyrównań do stylistyk My Bloody Valentine czy JaMC. Potwierdzają to bardziej nostalgiczne utwory jak “Token of grattitude” czy “You stopped making sense”, które zahaczają o chillwave i space-rock. Wydaję się, że małą pomyłką w kolejności utworów jest przedostatni – instrumentalny powinien znależć się podobnie jak “It’s Personal” z “Pet Grief” na samym początku. Podobnie zresztą zespół robi na koncertach, to właśnie “Four months in the shade” otworzyło występ grupy na Off Festiwalu, wprowadzając publikę w unikalną atmosferę własnej twórczości.

Duncanson i spółka nie obawiali się stworzyć też bardziej mainstreamowych utworów, które powinny stać się przebojami niejednej ambitniejszej stacji radiowej. “Heaven’s on fire” i “Never follow suit” to najbardziej rytmiczne i taneczne wręcz piosenki jakie kiedykolwiek nagrali. Charakterystyczny bas i klawisze drugiej kompozycji zdecydowanie prowokują do żywszego ruchu.

Oba utwory łączy również inny wspólny element. Zawarto w nich wkomponowane słowa, które poruszają tematykę złożonego procesu nacisku mass-medii na współczesną młodzież i kapitalistycznej roli biznesu w kulturze. To wyraz pogardy dla komercjalizacji i bezkultury mas. Biorąc pod uwagę bogactwo, różnorodność i głębszy wymiar aranżacji na “Clinging to a scheme”, Szwedzi dają jednoczesną odpowiedź na słowną prowokację. Trudno o lepszy kulturalny policzek dla komercyjnej rzeczywistości jaka nas otacza.

Mateusz Cudo