The Shipyard – “Water On Mars”

The Shipyard – “Water On Mars”
Warner Music Poland/2014

Kosmos jest w każdym z nas.

Objawienie 2012 roku, zespół The Shipyard, powrócił z drugim albumem. Po udanym debiucie przyszedł czas na równie dobrą drugą płytę. Dwa lata temu wydali bardzo dobrze przyjęty “We Will Sea”, choć samych muzyków trudno nazwać debiutantami. Bowiem w skład The Shipyard wchodzą osoby znane trójmiejskiej scenie muzycznej z formacji takich jak: Made In Poland, Sound Of Pixies, Heart & Soul, Vulgar czy Kiev Office. Warto dodać, że nowy materiał został nagrany w odmienionym składzie. Nad całością pracowali: Michał Młyniec (perkusja), Michał Miegoń (gitara), Rafał Jurewicz (wokal, teksty, klawisze) oraz Piotr Pawłowski (bas).

“Water On Mars” jest do debiutu podobny stylistycznie, ale charakteryzuje go mniejszy pazur. Pierwszy album opływał w zimnofalowe brzmienia, natomiast najnowsze wydawnictwo jest już nieco “lżejsze” i bardziej “radiowe”, co nie wyklucza czarowania agresywnymi gitarami. Porównując oba krążki trudno oprzeć się wrażeniu, że następca “We Will Sea” jest bardziej energetyczny. Można powiedzieć, że “piwnica”, w której nagrano pierwszy krążek była mroczniejsza aniżeli ta, w której stworzyli drugi.

Realizacja płyty odbyła się przy pomocy środków zebranych w ciągu czterech miesięcy przez portal crowdfundingowy “Polak Potrafi”. Dzięki tym funduszom zespół nagrał, zmiksował oraz poddał masteringowi swe najnowsze wydawnictwo. Sam album zarejestrowany był na tzw. “setkę” w  studio Michała Miegonia. Miało to wywołać wrażenie koncertowego brzmienia. Czy się udało? Moim zdaniem jak najbardziej. Koncertową energię słychać najbardziej w tytułowym “Water On Mars” czy “So Much to Win”. Jednak energia to nie wszystko. Z utworów wybrzmiewają charakterystyczne dla ciemnych lokali “brud”, “niedogrania” (“Systematic Approach To Life”), ale przede wszystkim naturalność. W jednym z wywiadów Miegoń przyznał, że “Water On Mars” jest anglojęzyczna, ponieważ służy to lepszej komunikacji między muzykami w  pracy nad ustaleniem warstwy muzycznej płyty. Dodał, że teksty opływające w kosmos są metaforą ludzkich relacji. Najbardziej słychać to w utworze tytułowym czy też w “Lisbon”, gdzie muzycy zabierają nas w  pozaziemską przestrzeń.

Otwierający tytułowy numer “Water On Mars” przypomina nieco dokonania wczesnego Pixies. Fajnie słucha się tej agresywnej gitary, która ma kilka dobrych solówek, podczas gdy mocny wokal Rafała Jurewicza “odpoczywa”. Przeszkadza tylko angielski wokalisty i uwaga ta dotyczy większości utworów. Zadziornych riffów jest jednak więcej. W “So Much to Win” czy w “Swans and Blue Whales”, który swoją drogą jest “najgłośniejszy” na płycie. Ciekawie kontrastuje to z piosenkowym “Fireams”. Druga część krążka jest bardziej ułożona, a czasami nawet “transowa” (“I’m Ready” z gościnnym udziałem Joanny Kuźmy czy “Higher Than Your Flow”). Album jest tym samym bardziej zróżnicowany muzycznie i ciekawszy aniżeli postpunkowy debiut.

Niestety, mimo pozytywnych emocji, które towarzyszą odsłuchowi “Water On Mars”, pozostaje wrażenie, że to wszystko w “muzyce garażowej” już było.

Ilona Nieroda