The Soft Moon – “The Soft Moon”

the-soft-moon-the-soft-moon.jpg The Soft Moon – “The Soft Moon”
Captured Tracks/2010

Duszno, klimatycznie, rewelacyjnie.

Nowojorski label Captured Tracks powinien być już dobrze znany wszystkim tym, którzy interesują się współczesnym graniem nawiązującym do post-punka i nowej fali lat osiemdziesiątych. To tam część swoich albumów wydały między innymi Dum Dum Girls, a także Blank Dogs, Beach Fossils czy Xeno and Oaklander. W listopadzie ubiegłego roku do tego grona dołączył The Soft Moon – projekt mieszkającego w San Francisco Luisa Vasqueza, muzyka pochodzenia afro-kubańsko-punkrockowego.

Twórczość Vasqueza prezentuje się wyjątkowo na tle całej grupy innych nowych post-punkowych zespołów – muzykowi udało się połączyć wiele przeróżnych wpływów (oprócz nowej fali mamy tu też sporo shoegaze’u, mrocznej elektroniki, krautrocka, a nawet brzmieniowych eksperymentów spod znaku lo-fi), unikając przy tym podobieństw do jakichkolwiek znanych kiedyś czy obecnie zespołów. Całościowo debiut The Soft Moon prezentuje się jako płyta niezwykle spójna, dynamiczna i odpowiednio nasączona niepokojącym, klaustrofobicznym klimatem. Jest to zasługa nie tylko samej muzyki, w której góruje wyraźny bas, syntezatorowe plamy i minimalistyczna gitara. Vasquez równie umiejętnie operuje oszczędnym, często dobiegającym jakby z oddali, a niekiedy niemalże szepczącym wokalem.

Talent Luisa Vasqueza nie uszedł uwadze recenzentów z całego świata – debiut The Soft Moon został bardzo pozytywnie oceniony choćby przez serwis Pitchfork.com, który to zamieścił również ostatnio rewelacyjne wideo pokazujące koncertowe możliwości zespołu. No właśnie – już nie tyle studyjnego projektu – co pełnowymiarowej grupy, jako że od niecałego roku Vasquez wraz z zaprzyjaźnionymi muzykami gra na żywo. Już wiosną The Soft Moon po raz pierwszy odwiedzi Europę – trasa ominie niestety Polskę, ale zahaczy między innymi o Berlin. I nie wiem jak Wy, ale ja już wiem gdzie będę 16 maja.

Każdy fan “nowego” bądź “starego” post-punka powinien usłyszeć tę płytę, bo jest to rzecz naprawdę wyjątkowa w obecnych latach. Zdobycie tej płyty – jeśli, oczywiście, jeszcze jej nie macie – powinno być dla Was celem numer jeden na najbliższe tygodnie.

Michał Karpowicz