The Stubs – “The Stubs”

The Stubs – “The Stubs”
Antena Krzyku/2011

Prostota jest cnotą.

Takie motto musieli sobie obrać chłopaki z The Stubs. Nie silą się na żadne skomplikowane zabiegi. Dla nich rock (‘n’ roll) to nie długaśne, skomplikowane utwory Pink Floyd czy bardziej nam współczesnych Tool. Co to, to nie. Ma być prosto i do przodu. Solówki? Są dla mięczaków. Tak jak kawałki, które trwają więcej niż 200 sekund. Dlatego debiut warszawiaków trwa 26 minut, a piosenek jest na nim 10.

Trójka Stubsów ma w głowie jeszcze dwie zasady. Pierwsza z nich mówi wyraźnie: prostota w żadnym wypadku nie oznacza prostactwa. W ŻADNYM! I dlatego, mimo że ich piosenki opierają się na dwóch akordach, są po prostu fascynujące. Energetyczne i niebanalne. Można narzekać, że co chwilę słychać rozmaite inspiracje, ale jeśli są nimi takie zespoły jak Mudhoney, Motorhead, Hellacopters czy The Stooges przefiltrowane przez blues i punkową motorykę, to nie mam pytań, tylko idę szaleć pod scenę.

Drugą zasadę można najłatwiej opisać, cytując klasyka: “punk rock to nie rurki z kremem”. Produkcja debiutu Stubsów jest surowa, brudna, a nawet może się wydawać, że niedbała. I to jest jej największa zaleta, bo udało się zbliżyć do uwiecznienia scenicznej energii tria. W tekstach Stubsi też dają popalić, wystarczy tylko zerknąć na tytuły: “Child Molester” czy “Do the World a Favor and Die”.

Black Tapes, strzeżcie się, wasza pozycja najlepszego warszawskiego rokendrolowego składu została własnie mocno zagrożona.

Michał Wieczorek

Uwolnij Muzykę! jest patronem medialnym płyty.