The Vaccines – “Come of Age”

The Vaccines – “Come of Age”
Columbia/2012

Bez szaleństw.

The Vaccines szybko zaistnieli w muzycznym świecie i sukces ten chcieli kontynuować już rok po wydaniu debiutanckiej płyty. “What Did You Expect From The Vaccines?” eksploatowałam bardzo intensywnie; z “Come of Age” nie było już tak łatwo. Brak hitów? Dziewczęce alter ego? Wielka zmiana w brzmieniu? A może któryś z chłopaków już się nie stara? Nie, oni po prostu dorastają (co nie każdemu może przypaść do gustu).

Single “Teenage Icon” i “No Hope” utwierdzały w przekonaniu, że nie będzie wielkich zmian, ani poszukiwań, ale będzie ciągle bardzo energicznie i po prostu ciekawie. Wszystko wskazywało na to, że będziemy mieli do czynienia z “What Did You Expect From The Vaccines? 2″. Bardzo ucieszyłabym się z takiego obrotu spraw. Ich brzmienie było chłopięce, zawadiackie, czysto rock’n'rollowe, a przy tym niesamowicie dobre.

Włączając “Come of Age” bardzo się zdziwiłam. Jedynie w singlach i “I Always Knew” odnajdujemy tamtą energię i żywiołowość. Na płycie wyróżnia się “Aftershave Ocean”, gdzie już drugi refren nuciłam razem z Justinem Youngiem i “Weirdo” (mimo tego, że jest aż zbyt spokojne). Reszta utworów to delikatne utwory z melodiami, które mimo tego, że są bardziej skomplikowane i pozostają w rockowej konwencji sprzed kilkudziesięciu lat, to nie są zbyt chwytliwe.

Oczekiwałam wielkiego progresu (z uwagi na tytuł płyty), a otrzymałam dobrą, rockową płytę, której można posłuchać w domu, siedząc przed komputerem. Grupa nie szaleje już tak, jak wcześniej, ani nie zaskakuje świeżością. Dla fanów zespołu jest to lekkie rozczarowanie, ale istnieje duża szansa, że album “Come of Age” spodoba się osobom, które dopiero poznają The Vaccines.

Ewelina Malinowska