RelacjeprzemekThe xx

The xx w Warszawie – relacja

RelacjeprzemekThe xx

The xx w Warszawie – relacja

Warszawa, 1.12.2016

Chwilę przed wydaniem trzeciej płyty the xx wybrali się w krótką trasę do miejsc, które, jak sami mówią, odwiedzają zbyt rzadko. W tym do Warszawy, gdzie ostatni zagrali cztery lata temu, promując poprzedni album, “Coexist”.

Tamten koncert zapamiętałem jako bardzo nierówny. Przede wszystkim dlatego, że uważam “Coexist” za płytę nudną i rozczarowującą. A ona wtedy zdominowała występ. Trochę się obawiałem, że w Teatrze Nowym może być tak samo. Na szczęście bardzo się myliłem.

Jamie, Romy i Sim sięgali najchętniej do swojego fenomenalnego debiutu. Przez siedem lat te piosenki nie zestarzały się ani trochę, nadal brzmią świeżo i porywającą. Na żywo jeszcze bardziej. Widać było, że cała trójka miała wielką frajdę z powrotu na scenę. Świetnie zabrzmiało “Stars”, jeszcze lepiej “Basic Space” w odświeżonej, bardziej tanecznej wersji, serca zabiły mocniej przy zagranych na początku “Crystalised” i “VCR”.

A skoro o początku mowa – koncert zaczęli od “Lips” z “I See You”. Poza tym pojawiły się jeszcze cztery piosenki z nadchodzącego albumu. Jeśli pozostała piątka będzie tak dobra, to iksy będą wysoko w podsumowaniach 2017. Zespół, chyba pod wpływem Jamiego zaczął grać muzykę bardziej taneczną, jakby chcieli podbić klubowe parkiety. Taka zmiana kierunku była im bardzo potrzebna. Koniec z nudą, która czasem wkradała się w ich piosenki i koncerty. Tym razem zagrali nieco ponad 70 minut, a każda sekunda została bardzo dobrze wykorzystana.

Oprócz własnych piosenek, the xx zagrali dwa fragmenty z zeszłorocznego albumu Jamiego, czym jeszcze mocniej podkreślili jego rolę jako lidera. Smith uwijał się za potężnym stołem, gdzie miał wszystkie swoje elektroniczne zabawki – samplery, syntezatory, automaty perkusyjne – ale też dwa małe zestawy perkusyjne. Znów trzeba pochwalić za iksy za przemyślaną, acz skromną scenografię. Wszystko było albo przezroczyste, białe albo lustrzane. Kolory pojawiły we wspomnianych fragmentach “In Colour” Jamiego.

Wracający po przerwie the xx byli wygłodniali sceny. Zagrali porywająco, z poświęceniem i wielkim ładunkiem emocji. Zdecydowanie jeden z najlepszych koncertów roku. Sądząc po ekstatycznych reakcjach publiczności, nie tylko ja jestem takiego zdania.

Michał Wieczorek