Tori Amos – “Gold Dust”

Tori Amos – “Gold Dust”

Tori, jak mogłaś?

Współpraca Tori Amos z Deutsche Grammophon okazuje się być jedną wielką pomyłką. “Night of Hunters” na motywach słynnych klasycznych kompozycji ledwo dało się słuchać, a teraz przyszedł czas na odgrzewanego kotleta najgorszej jakości. Płytę z orkiestra symfoniczną.

Takie wynalazki niczego nie wnoszą i przeważnie świadczą o kreatywnym wypaleniu artysty  lub o kontraktowych obowiązkach. Może zamiast nagrywać płyty niemal co roku, przydałaby się przerwa na odświeżenie pomysłów?  Tym bardziej, że Tori Amos poszła po linii najmniejszego oporu. Ze swojego pokaźnego i przeważnie fantastycznego dorobku wybrała w zatrważającej większości te utwory, w których pojawiły się, oczywiście dużo skromniejsze, orkiestracje. Dość ciekawy jest przykład bisajdu “Flying Dutchman”, który na singlu był mocno wspomagany smykami i orkiestrą, natomiast wersja na “The Piano: Collection” została tej instrumentacji w większości pozbawiona, a tu znów orkiestra prezentuje się w pełnej krasie. Tak naprawdę, jedyne aranżacje, która zaskakują, to wybrany na singel “Flavor” z “Abnormally Attracted to Sin” sprzed trzech lat i króciutkie, zrobione bardzo musicalowo “Programmable Soda” z “American Doll Posse”. Reszta jest bardzo zachowawcza i tak naprawdę niewiele różni się od oryginałów. Fakt, wspaniałych oryginałów, ale w tych wersjach nie ma żadnej wartości dodanej, a czasem wręcz przeciwnie. Najgorzej została potraktowana “Yes, Anastasia”, którą Amos okroiła z przepięknej fortepianowej części, co jest po prostu zbrodnią.

Gdyby Tori wybrała mniej oczywiste piosenki do takiego przedsięwzięcia, może bym mu nawet przyklasnął, ale tak zachowawczych wersji słucha się z poczuciem niedosytu i wrażeniem, że przecież to już nagrała, niejednokrotnie dużo lepiej. Nie bardzo się też da potraktować “Gold Dust” jako swoistego “Greatest Hits” czy “The Best Of” z powodu braku tak ważnych utworów jak “Crucify” czy “Cornflake Girl”. Tori Amos spełniła swoje marzenie, ale niewiele z tego wynikło. Niestety.

Michał Wieczorek