Toro Y Moi – “Causers of This”

toro-causers.jpg Toro Y Moi – “Causers of This”
Car Park Records/2010

Kilka słów o płycie, która pomoże Wam szybciej przywołać wytęsknioną wiosnę.

Jeśli mowa o wiośnie, to również należałoby wspomnieć o możliwości spotykania się ze znajomymi na świeżym powietrzu, które – nie oszukujmy się – będą polegać głównie na spożywaniu napojów zawierających C2H5OH. W ten krajobraz pięknie wpisuje się Toro Y Moi ze swoim muzycznym koktajlem.

Chlust indie-popowych melodii, setka chórków a la Animal Collective, jedna miarka relaksującej elektroniki spod szyldu Röyksopp – sami przyznacie, że zapowiada się coś lekkiego i niezobowiązującego. Gdy słuchając “Causers of This” sięgniecie po piwo, nie myślcie, że wrażenie spowolnienia i rozmycia dźwięku jest spowodowane alkoholowym rozluźnieniem – to efekt shoegazowych inspiracji twórcy albumu.

Mniej więcej rok temu część z nas zareagowała sporym entuzjazmem na debiut The Pains of Being Pure at Heart. Toro Y Moi cechuje wiele podobieństw do Nowojorczyków: lekka stylistyka, pora wydania, no i oczywiście wszechosaczający hype. Analogicznie wygląda kwestia tekstów piosenek. W prostej i szczerej formie poruszają pozornie trywialne tematy, takie jak kolor czyichś oczu albo wieczorne wyjścia na miasto.

Nie sposób wymienić wszystkiego, co powędrowało do shakera pana Bundicka. Obawiałem się, że Toro Y Moi  spotka dokładnie to samo, co debiut Neon Indian: na początku będę pod wrażeniem, a po kilku dniach nie będę w stanie tego słuchać. Ku mojemu zdziwieniu, do Toro Y Moi co jakiś czas wracam. Dobrze, że krążek trwa pół godziny, bowiem większa dawka by nudziła.

Wieść gminna niesie, że w drugiej połowie roku możemy się spodziewać kolejnej płyty, nagranej ponoć głównie za pomocą żywych instrumentów. Zobaczymy, jak w takiej stylistyce wypadnie Amerykanin. Będziemy także mieli możliwość zreflektowania się nad “Causers of This” z perspektywy czasu.

Krzysztof Kowalczyk