Trupa Trupa – “++”

Trupa Trupa – “++”
wyd. własne/2013

Antidotum na normalność…

Zacznę może od tego, że jedna z moich ulubionych płyt to album grupy The Smiths “The Queen Is Dead”, a poetyka, melancholia i przejmujący wokal w wyjątkowo klimatycznym kawałku “I Know It’s Over” przemawiają do mnie wybitnie i są po prostu niczym balsam dla mojej duszy. Czemu o tym wspominam? Bo pierwsze dźwięki “I Hate” (głos Grzegorza Kwiatkowskiego w tych mniej “krzykliwych” momentach) nasunęły mi drobne skojarzenia z ową wybitną partią wokalną Morrissey’a, a brzmienia instrumentów przypomniały mi delikatność typową dla The Smiths. I w ten oto sposób, już na wejściu wiedziałam, że nie ma szans na to, by nowy album panów z Trupa Trupa mi się nie spodobał, a potem, wraz z każdym kolejnym utworem, utwierdzałam się w tym przekonaniu.

Nad krążkiem unosi się specyficzna, przesiąknięta złem atmosfera rodem z Wysp Brytyjskich – są hałaśliwe, garażowe, mocne brzmienia w stylu Joy Division, psychodeliczne akcenty na kształt Pink Floyd (zwłaszcza w “Felicy”) i rytmika podobna do Arctic Monkeys (“Miracle”). Minimalistyczna warstwa tekstowa (oscylująca pomiędzy życiem i śmiercią) ocieka pesymizmem, któremu towarzyszy cała gama pulsujących emocji – złość, agresja, szaleństwo, zwątpienie, cynizm, ironia itd.

Już na wstępie (“I Hate”) otrzymujemy solidną dawkę energii i nienawiści, potem przychodzi spokój (“Felicy”), następnie dostajemy porcję dynamiki  (“Miracle”), niepokój (zawdzięczamy go konstrukcji utworu “Over”, która została wzbogacona jazzowymi ozdobnikami w postaci trąbki), szczyptę nostalgii i subtelności (w pełnym grobów “Here And Then”), zgorzknienia i niesmaku (we frapującym “Sunny Day”, który wbrew pozorom nie jest optymistyczny, a nabierające typowo kościelnego brzmienia klawisze, potęgują pogrzebowy nastrój), pobudzenia (w krótkim i żywiołowym “See You Again”), tęsknoty (w kawałku “Home” opierającym się na tęsknocie za domem i przemocą  ze strony rodziców – alkoholików), zaskoczenia (intrygujący i pełen chaosu “Dei”, gdzie dodatkowo mamy motyw saksofonu ), nadziei i tajemniczości (“Influence”), aż w końcu zostajemy nakłonieni do refleksji nad własną egzystencją (“Exist” z radosną końcówką).

Całość ujmuje różnorodnością (między innymi jest to zasługa zaproszonych gości: Mikołaj Trzaska, grający na saksofonie i klarnecie, a także trębacz Tomasz Ziętek), oryginalnością, autentycznością i zachwyca niezwykłym klimatem, a dodatkowo… uzależnia (nie mogłam się oderwać od kawałka “Over” – jest wręcz hipnotyzujący, a w klawiszach z “Sunny Day” po prostu utonęłam). Płytę można podsumować słowami Stanisława Jachowicza: Cudze chwalicie, swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie… – Trupa Trupa to zespół, który ma potencjał, co widać doskonale na przykładzie omawianego krążka, na którym – krótko mówiąc – znajdujemy to wszystko czego szukamy za granicą…

Jonathan Carroll powiedział kiedyś: Normalność to pierwszy symptom śmiertelnej choroby. Jak tylko poczujesz, że nadchodzi normalność, zaraz poszukaj antidotum… “++” idealnie nadaje się do tej roli, dlatego ten niebanalny, okraszony szaleństwem album polecam jako antidotum, wszystkim, którzy nie chcą być normalni

Aneta Wieczorek