Trupa Trupa – “Headache”

Trupa Trupa – “Headache”
Blue Tapes and X-Ray Records/2015

W kulturze drugiego obiegu.

Trzecia płyta gdańskiej grupy Trupa Trupa nie przynosi rewolucji. Jest raczej przemyślanym, dojrzałym krokiem. Muzycy nawiązali współpracę z cenioną, brytyjską wytwórnią Blue Tapes and X-Ray, którą dowodzi dziennikarz i wydawca David McNamee. Pomijając wymierne korzyści tej współpracy, warto podkreślić jej symboliczne znaczenie. Dla zespołu Trupa Trupa to potwierdzenie dobrze obranej drogi. I wysokiej klasy.

Mimo że od premiery “Headache” minęło zaledwie kilka dni, album cieszy się już zainteresowaniem zagranicznych odbiorców. Nowym krążkiem zespół ominął istotną barierę – być może kluczową dla polskich artystów – w postaci kontekstu kulturowego. Trupa Trupa tworzy kompozycje interesujące Holendrów czy Japończyków. To cenne tym bardziej, że gdańska formacja nie idzie utartym szlakiem, nie należy promocyjnie do popkulturowej, globalnej rodziny, której korzenie obejmują zarówno zachodnią Europę jak i Azję. Trupa Trupa funkcjonuje w pewnym sensie w kulturze drugiego obiegu. Po nowe utwory sięgnęli zatem słuchacze zaangażowani, mający wiedzę, ale i oczekiwania względem muzyki. Konsekwentne budowanie marki na świecie, nawet poprzez docieranie do niewielkich ośrodków, buduje perspektywę choćby na interesujące trasy koncertowe.

Na “Headache” brudne, garażowe granie odeszło na bok. Zespół zrezygnował też z wiodącej roli organów, tak konsekwentnie wykorzystywanych na ostatniej płycie “++” (recenzja). Produkcją zajął się Michał Kupicz, współpracujący m.in. z Olivierem Heimem, Królem czy The Saturday Tea. O ile “++” był albumem niejednolitym, dość chaotycznym stylistycznie (choć z pewnością był to zabieg kontrolowany), na nowej płycie otrzymujemy stopniową ewolucję brzmienia. Uwagę przykuwają nieco beatlesowskie: “Rise and Fall” i “Sacrifice”, znakomicie wypełnione przez ciepły wokal Grzegorza Kwiatkowskiego. Z kolei tytułowy “Headache” czy “Wasteland” to najlepsza wizytówka dla całego krążka. Piosenki z olbrzymią mocą, w dodatku podaną w odpowiednich proporcjach, dzięki czemu możemy zapomnieć o jakiejkolwiek przewidywalności. Napięcie tylko rośnie.

Nowy album grupy Trupa Trupa zostanie doceniony, ale w większym stopniu przez brytyjski rynek, gdzie ktoś już im zaufał, co ważne, tylko i wyłącznie na podstawie muzyki. A w Polsce? Najpewniej w momencie, gdy popularne media zwrócą uwagę na zespół radzący sobie na Zachodzie. Jakiś czas temu Bartosz Dziedzic, producent m.in. “Grandy” Brodki czy solowego debiutu Artura Rojka powiedział mi: Zapewniam cię, że gdybyś zrobił Sylwestra np. we Wrocławiu i zaprosił Sigur Rós jako jedyną gwiazdę, znakomicie nagłośnioną, to nawet publiczność bawiąca się na co dzień przy disco polo byłaby pod wrażeniem. Tylko, że nikt nie zaryzykuje. Ludzie mediów już dawno uznali, że tak zwana ambitna sztuka nie przyciąga widza, a ja się pytam, kiedy oni to sprawdzili? Może pora sprawdzić?

Tomasz Błaszkiewicz