Tune – “Identity”

Tune – “Identity”
Dust on The Tracks/2014

Sztuczność nie przejęła kontroli.

Po znakomitym debiucie w 2011 roku, Tune powraca z drugim krążkiem. Zespół po raz drugi proponuje album koncepcyjny. Na debiutanckim “Lucid Moments” (recenzja) była to historia Michaela, teraz teksty Leszka Swobody dość wymownie obnażają społeczeństwo postindustrialne.

Na płycie znajduje się dziesięć kompozycji. Nastrój zdradza już surowe, instrumentalne intro “On”. Nadal jest niepokojąco, momentami klaustrofobicznie. Tune zaprzyjaźnia się z elektroniką, choć w sposób wyważony (“Live to Work to Live”), wciąż bazując na brzmieniu progresywnym. “Trendy Girl” i singiel “Crackpot” wyróżniają się pod względem ewentualnej przebojowości, we właściwym tego słowa znaczeniu. Interesująca rozwija się “Suggestions” z charakterystyczną, zapętloną gitarą. Zespół zrezygnował z akordeonu na rzecz pianina. To dobry ruch, co najlepiej potwierdza “Deafening”.

Tune to grupa świadomych swojej wartości ludzi, doskonałych instrumentalistów. Pewnie brzmiące bębny czy przejmujące partie gitarowe to wciąż duża wartość (Adam Hajzer, ukłony!). Muzyka wzorowo koresponduje z przekazem tekstowym. Swoistą klamrą spinającą te dwa elementy i pewnie kluczem do sukcesu “Identity” jest wokal. Krupski to frontman w starym brytyjskim stylu, trochę zblazowany, bezczelny, ale przede wszystkim przekonujący swoim głosem. Pozostając na rynku brytyjskim, na szczęście przypominający wciąż znakomitego Damona Albarna niż tylko zblazowanego już Liama Gallaghera.

“Identity” to dobry, równy album. Być może odbiegający od obecnych trendów, ale ostatecznie, nawiązując do jednego z tekstów, tutaj sztuczność nie przejęła kontroli.

Tomasz Błaszkiewicz