Twilite – “Quiet Giant”

Twilite – “Quiet Giant”
Ampersand Records/2011

Dwie gitary akustyczne, dwa głosy, a znowu tyle magii.

Twilite są męskim duetem, który debiutował w 2009 roku albumem “Bits & Pieces” i od tamtej pory jest na siłę wciskany w szufladkę o nazwie indie-folk, choć zdążył już nakreślić swój własny styl charakteryzujący się akustycznymi gitarowymi brzmieniami i melancholijną atmosferą. Pierwsza płyta była niemal objawieniem, że polska scena muzyczna potrafi jeszcze wydać tak dojrzałych i świadomych swojego talentu artystów, którzy tworzą równie czarującą muzykę, co teksty. Zawarła w sobie także zdumiewającą dawkę energii, jaką może zaowocować folk-rock.

Inaczej ma się już sprawa z “Quiet Giant”, na którym to albumie muzycy poszli już bardziej w kierunku refleksyjnej melancholii. Zniknęła energia znana z “Don’t”, a pojawiła się pewna dawka niezwykłej wrażliwości, którą chyba można już uznać za cechę charakterystyczną muzyki Twilite. Mając do dyspozycji jedynie dwie gitary akustyczne i swoje głosy Paweł Milewski i Rafał Bawirsz jeszcze raz udowodnili, że nie na darmo założyli zespół w Wielkiej Brytanii – z czystym sumieniem można przylepić im etykietkę twórcy na skalę światową.

Wprawdzie “Quiet Giant” to nadal dosyć żywy album – o czym może świadczyć już pierwsza piosenka – to ja jednak odnajduję w nim więcej melancholii. Dowód na to stanowi dla mnie choćby piosenka “Fire”, która przejmuje wokalem i muzyką, tak że pozostaje zamknąć oczy i zatopić się w tęsknocie. Jednak każdy z utworów jest swego rodzaju cichą opowieścią o pragnieniu czegoś nieokreślonego, niedającego się nazwać, a jednak znajomego. Słuchając Twilite odnosi się wrażenie, że szarpiąc struny niby wygrywają radość, ale jest ona pomieszana ze ściganiem czegoś, co ciągle umyka z rąk. Ich muzyka jest jak próba uchwycenia promieni słońca, które zaraz znikają. “Hopin’ ” wprawdzie daje nadzieję, ale jest ona smutnym uśmiechem. Dobrze mieć dalej “I Am The Sun”, którego bębny w późniejszych partiach piosenki przynoszą niespodziewaną otuchę. Jest to dobry kawałek do wirowania na trawie na bosaka. Paweł Milewski i Rafał Bawirsz wypracowali już receptę na to, jak zafascynować, ująć prostą emocjonalnością muzyki i skłonić do refleksji. Dlatego tak piękne okazuje się również “Out of Cotrol” – poza kontrolą wydaje się stan ducha, w jaki się popada słuchając tej niesamowicie przejmującej, prawie rozdzierającej piosenki.

Chyba tacy są właśnie Twilite – przejmujący. “Quiet Giant” jest potwierdzeniem wielkości i dojrzałości debiutu, a nawet czymś więcej. Każda piosenka jest tutaj perłą. Wydawać by się mogło, że za pomocą dwóch tylko akustycznych gitar nie da się stworzyć tak prawdziwych emocji – panowie z Twilite udowadniają jednak, że to nic bardziej mylnego. Ich refleksyjność urzeka, oby tak dalej.

Monika Pomijan