Twin Shadow – “Confess”

Twin Shadow – “Confess”
4AD/2012

Motorem do lat osiemdziesiątych.

Razem z przyjacielem, Erikiem Greenem, odpowiedzialny za projekt Twin Shadow George Lewis Jr. napisał nowelę zatytułowaną “Night of the Silver Sun”. Opowiada ona o gangu motocyklowym, The Teds, a jej głównym bohaterem jest mężczyzna urodzony po zderzeniu Słońca z Księżycem. Na podstawie owej fabuły powstał teledysk do utworu “Five Seconds”, promującego drugi album Amerykanina o dominikańskim pochodzeniu.

Tempo godne motocyklowego gangu cechuje nie tylko ów singiel. Cechuje niemal wszystkie kompozycje na “Confess”. Piosenka otwierająca płytę, “Golden Light” odsyła ponadto do filmu, w którym pojawia się banda młodzieńców na motorach. Chórek eterycznych, dziecięcych głosów w refrenie nie może nie wydać się znajomy nikomu, kto widział “The Lost Boys” (polski tytuł: “Straceni chłopcy”, reż. Joel Schumacher , 1987). Podobne znalazły się bowiem w tytułowej kompozycji ze ścieżki dźwiękowej tego kultowego w środowisku gotów, sympatycznego filmu familijnego o wampirach, “Cry Little Sister” Gerarda McManna. Twin Shadow nie stworzył jednak alternatywnego soundtracku dla tej mrocznej opowieści.

“Confess” nie jest wprawdzie albumem radosnym, ale daleko mu też do mroczności. Gangi motocyklowe i lata osiemdziesiąte zgrabnie pasują za to do zawartych na nim brzmień. Zarówno ocierające się lekko o tandetę brzmienia syntezatorów jak i gitary jednoznacznie przywołują dekadę rocka gotyckiego, synth popu, pierwszych hitów Madonny, nowej fali, erę new romantic, która ostatnio coraz częściej jest wykorzystywana przez młodych muzyków. Lewis radzi sobie z nawiązywaniem do tej stylistyki całkiem nieźle. W jego piosenkach słychać zadziorność Billy’ego Idola i melodyjność Duran Duran, słodkie melodie i proste teksty urzekają lekkością. Nie od razu, bo trzeba najpierw zgodzić się na przyjęte reguły gry i zaprzyjaźnić z wybraną przez autora estetyką, i nie zawsze, bo w takim “Patient” tandetne brzmienia niebezpiecznie zbliżają się do granicy dobrego smaku.

Szczerze mówiąc, naprawdę chciałem nazwać tę płytę “Believe” - opowiedział muzyk w jednym z wywiadów - A potem dowiedziałem się, że Justin Bieber wydaje płytę pod tytułem “Believe”. Twin Shadow nie boi się popu, ale raczej słusznie wolał trzymać się z daleka od takich skojarzeń. Jego nagrania są wyrafinowaną grą z tradycją muzyczną. Piosenki, jak wyznał, opowiadają o jego związkach – tych miłosnych, ale również przyjacielskich – w ciągu ostatnich dwóch lat, spędzonych głównie w trasie koncertowej. Miałem tak wiele kontaktu z tyloma ludźmi, a naprawdę tak niewiele. I [ta płyta jest o tym] jak wielu ludzi w tym czasie myślało, że nasza relacja jest czymś konkretnym albo ma konkretne znaczenie. Dlatego uznał za odpowiedni tytuł “Confess”.

Są to w dużej mierze wyznania miłości z różnych względów nieudanej, ale chyba przede wszystkim wyznanie miłości do lat osiemdziesiątych. Brakuje tutaj uwodzicielskiej eteryczności “Forget” i piosenek, które tak jak “Tyrant Destroyed” przylepiałyby się do uszu na dobre. Mimo wszystko jest to bardzo zgrabny, udany album zarażający klimatem niczym “The Lost Boys”. I jest na nim secret song. Całkiem atrakcyjna nowa wersja przeszłości.

Katarzyna Borowiec