Volcano Choir – “Repave”

Volcano Choir – “Repave”
Jagjaguwar/2013

Widokówka.

Justin Vernon to taki pewnego rodzaju muzyczny króliczek. Nigdy nie wiadomo, z którego kapelusza wyskoczy… Jak nie Bon Iver to The Shouting Matches, a teraz po czterech latach od debiutu “Unmap” kolejny raz jako Volcano Choir. Tym razem jednak z materiałem o wiele bardziej ujmującym, dojrzalszym, bardzo emocjonalnym i naszpikowanym solidniejszą dawką wrażliwości.

8 utworów będących niczym soundtrack z podróży, z wycieczki w świat własnych marzeń i przeżyć. Falset Justina oraz popowo-rockowo-ambientowo-folkowe granie z rozmytym tłem i to wszystko nieco zamglone, jakby przez szybę, tworzy niezwykłą atmosferę. Mogłabym posłużyć się cytatem z piosenki zespołu Coma (“Widokówka”), słowa Piotra Roguckiego pasują wręcz idealnie do specyficznego klimatu płyty: – Miasto ledwie jawi się spoza mgły. Mkniemy w jego światła jak głupie ćmy. Przestrzeń rozstąpiła się i wzdycha. Stopą nie dotykam już chodnika. Właśnie tak można się poczuć słuchając najnowszego dzieła Vernona. Poszczególne kompozycje zabierają w inną przestrzeń, która snuje się leniwie, otula i pozwala odpłynąć…

“Repave” uspokaja, wycisza, przynosi melancholię, a z uwagi na rytmiczne, nawet poniekąd taneczne momenty, napawa pozytywną energią. Subtelna, akustyczna kompozycja “Tiderays”, wyraziste, chóralne refreny w “Dancepack” i “Acetate”, albo “Alaskans” z dźwiękami pianina czy delikatność przeplatana elektronicznymi akcentami w “Comrade” lub pełen narastającego napięcia, intrygujący “Keel”.

Pierwszy krążek The Shouting Matches (“Grownass Man”) był ukłonem w stronę bluesa, jednak mimo ogólnej poprawności, zabrakło w nim czegoś nowatorskiego, jakiejś różnorodności, podobnie jak w przypadku “Unmap” gdzie było potocznie mówiąc “bez ładu i składu”, bowiem w natłoku pomysłów trudno doszukać się konkretnego przesłania. Z wszystkich twarzy Justina Vernona, najbardziej porusza ta starannie dopracowana, mająca szyld “Repave”.

Aneta Wieczorek